W plan wpisano sparingi z Trynidadem i Tobago oraz Salwadorem, a do bazy w Guadalajarze drużyna dotarła dopiero 5 czerwca – na sześć dni przed inauguracją. To dało zawodnikom idealny czas na tzw. tapering, czyli odświeżenie organizmu przed walką o punkty .
Eksperci z Koreańskiego Instytutu Nauki o Sporcie wyjaśniali, że adaptacja na poziomie krwi, a konkretnie wzrost liczby czerwonych krwinek i poziomu hemoglobiny, wymaga właśnie około dwóch tygodni. Ten harmonogram spełniono co do joty . Gdy więc Czesi po godzinie gry zaczęli łapać zadyszkę, Koreańczycy wrzucili wyższy bieg. Hong po meczu nie krył zadowolenia: „Jestem bardzo usatysfakcjonowany” – powiedział, odnosząc się do przygotowania fizycznego zespołu
.
Pierwsza połowa nie porywała – obie ekipy zostały nawet wygwizdane schodząc do szatni. Son Heung-Min próbował swoich sił, ale raz posłał piłkę nad poprzeczką, a innym razem jego strzał minimalnie minął słupek. Lee Kang-In również dał się we znaki bramkarzowi rywali, Matějowi Kovářowi, jednak bez skutku .
Grom z jasnego nieba spadł w 59. minucie. Kapitan Czech, Ladislav Krejčí, wyszedł w powietrze po długim wyrzucie z autu i mocnym strzałem głową pokonał koreańskiego bramkarza . W tamtym momencie plan Honga wisiał na włosku. Potrzeba było magii indywidualnej – i tę dostarczył Hwang In-Beom. Osiem minut po stracie gola przejął podanie od Lee Kang-Ina, wkręcił w ziemię dwóch obrońców zwodem do strzału i ze stoickim spokojem umieścił piłkę w siatce
.
To był moment zwrotny. Na dziesięć minut przed końcem, po kolejnej akcji, Hwang wcielił się w rolę asystenta. Wypatrzył wbiegającego Oh Hyeon-Gyu – który chwilę wcześniej zmienił Sona – a ten huknął z lewej nogi nie do obrony. Gol na 2:1 . Czesi próbowali jeszcze odpowiedzieć, ale trafienie Tomáša Součka zostało słusznie anulowane z powodu spalonego
.
Hwang In-Beom – człowiek meczu bez dwóch zdań. Został trzecim Koreańczykiem w historii, który w jednym spotkaniu mundialowym zanotował gola i asystę . Jego liczby odzwierciedlały kompletny występ w środku pola – był spoiwem wszystkich formacji
.
Son Heung-min – kapitan harował jak wół, oddał sześć strzałów i wygenerował 0,65 oczekiwanych goli (xG), jednak tego dnia skuteczność zostawił w szatni . Jego obecność i nieustanne rozciąganie defensywy rywala otwierały jednak przestrzenie partnerom, z czego skrzętnie skorzystali zmiennicy
.
Oh Hyeon-Gyu – wszedł na boisko w 69. minucie i potrzebował zaledwie 11 minut, by zostać bohaterem narodu, potwierdzając niesamowitą głębię składu azjatyckiej drużyny .
Niestety, dla włodarzy FIFA prawdziwy dramat rozegrał się nie na murawie, a na trybunach, które świeciły pustkami. Oficjalna frekwencja na obiekcie o pojemności 45 664 miejsc wyniosła 44 985, co sugerowało niemal komplet . Rzeczywistość była jednak brutalnie odmienna – transmisje telewizyjne obnażyły ogromne połacie wolnych krzesełek, szczególnie na środku wschodniej trybuny oraz w sektorach VIP
.
„To najgorszy koszmar FIFA” – grzmiał nagłówek w „Sports Illustrated” . Rozdźwięk między danymi a obrazem wywołał lawinę krytyki i oskarżeń o sztuczne pompowanie statystyk. FIFA wydała kuriozalne oświadczenie, sugerując, że część posiadaczy biletów pozostała na korytarzach strefy gastronomicznej, zamiast zasiąść na swoich miejscach. Wyjaśnienia te media i fani przyjęli z szyderstwem i niedowierzaniem
.
Powód był prosty – ceny. Organizacje kibicowskie alarmowały, że koszt wejściówek wzrósł około pięciokrotnie w porównaniu do mundialu w Katarze. System dynamicznych cen w połączeniu z ogromnymi kosztami podróży i zakwaterowania sprawił, że dla przeciętnego kibica, zwłaszcza w mieście o tak zakorzenionej kulturze futbolu jak Guadalajara, bariera wejścia okazała się zbyt wysoka. Na platformach odsprzedaży na mecze fazy grupowej dla 48-zespołowego turnieju wciąż wisiało blisko 180 000 biletów .
Ostatecznie, zamiast święta futbolu, w internecie rozgorzała dyskusja o chciwości organizatorów. Błyskotliwe zwycięstwo Koreańczyków miało więc wyjątkowo gorzki, pusty posmak.
Comments
0 comments