Głównym bohaterem medialnym jeszcze przed pierwszym gwizdkiem była… geografia. Guadalajara leży na wysokości około 1570 metrów nad poziomem morza. Hong Myung-Bo już dawno wskazał wysokość jako największą zmienną fazy grupowej, a jego sztab wykonał iście benedyktyńską pracę . Zamiast lecieć do Meksyku na ostatnią chwilę, „Taegeuk Warriors” 18 maja wyruszyli do Salt Lake City w stanie Utah, gdzie na wysokości około 1460 metrów spędzili trzy tygodnie, szlifując formę na obiektach Real Salt Lake i Uniwersytetu Utah .
W plan wpisano sparingi z Trynidadem i Tobago oraz Salwadorem, a do bazy w Guadalajarze drużyna dotarła dopiero 5 czerwca – na sześć dni przed inauguracją. To dało zawodnikom idealny czas na tzw. tapering, czyli odświeżenie organizmu przed walką o punkty .
Eksperci z Koreańskiego Instytutu Nauki o Sporcie wyjaśniali, że adaptacja na poziomie krwi, a konkretnie wzrost liczby czerwonych krwinek i poziomu hemoglobiny, wymaga właśnie około dwóch tygodni. Ten harmonogram spełniono co do joty . Gdy więc Czesi po godzinie gry zaczęli łapać zadyszkę, Koreańczycy wrzucili wyższy bieg. Hong po meczu nie krył zadowolenia: „Jestem bardzo usatysfakcjonowany” – powiedział, odnosząc się do przygotowania fizycznego zespołu .
Pierwsza połowa nie porywała – obie ekipy zostały nawet wygwizdane schodząc do szatni. Son Heung-Min próbował swoich sił, ale raz posłał piłkę nad poprzeczką, a innym razem jego strzał minimalnie minął słupek. Lee Kang-In również dał się we znaki bramkarzowi rywali, Matějowi Kovářowi, jednak bez skutku .
Grom z jasnego nieba spadł w 59. minucie. Kapitan Czech, Ladislav Krejčí, wyszedł w powietrze po długim wyrzucie z autu i mocnym strzałem głową pokonał koreańskiego bramkarza . W tamtym momencie plan Honga wisiał na włosku. Potrzeba było magii indywidualnej – i tę dostarczył Hwang In-Beom. Osiem minut po stracie gola przejął podanie od Lee Kang-Ina, wkręcił w ziemię dwóch obrońców zwodem do strzału i ze stoickim spokojem umieścił piłkę w siatce .
To był moment zwrotny. Na dziesięć minut przed końcem, po kolejnej akcji, Hwang wcielił się w rolę asystenta. Wypatrzył wbiegającego Oh Hyeon-Gyu – który chwilę wcześniej zmienił Sona – a ten huknął z lewej nogi nie do obrony. Gol na 2:1 . Czesi próbowali jeszcze odpowiedzieć, ale trafienie Tomáša Součka zostało słusznie anulowane z powodu spalonego .
Hwang In-Beom – człowiek meczu bez dwóch zdań. Został trzecim Koreańczykiem w historii, który w jednym spotkaniu mundialowym zanotował gola i asystę . Jego liczby odzwierciedlały kompletny występ w środku pola – był spoiwem wszystkich formacji .
Son Heung-min – kapitan harował jak wół, oddał sześć strzałów i wygenerował 0,65 oczekiwanych goli (xG), jednak tego dnia skuteczność zostawił w szatni . Jego obecność i nieustanne rozciąganie defensywy rywala otwierały jednak przestrzenie partnerom, z czego skrzętnie skorzystali zmiennicy .
Oh Hyeon-Gyu – wszedł na boisko w 69. minucie i potrzebował zaledwie 11 minut, by zostać bohaterem narodu, potwierdzając niesamowitą głębię składu azjatyckiej drużyny .
Niestety, dla włodarzy FIFA prawdziwy dramat rozegrał się nie na murawie, a na trybunach, które świeciły pustkami. Oficjalna frekwencja na obiekcie o pojemności 45 664 miejsc wyniosła 44 985, co sugerowało niemal komplet . Rzeczywistość była jednak brutalnie odmienna – transmisje telewizyjne obnażyły ogromne połacie wolnych krzesełek, szczególnie na środku wschodniej trybuny oraz w sektorach VIP .
„To najgorszy koszmar FIFA” – grzmiał nagłówek w „Sports Illustrated” . Rozdźwięk między danymi a obrazem wywołał lawinę krytyki i oskarżeń o sztuczne pompowanie statystyk. FIFA wydała kuriozalne oświadczenie, sugerując, że część posiadaczy biletów pozostała na korytarzach strefy gastronomicznej, zamiast zasiąść na swoich miejscach. Wyjaśnienia te media i fani przyjęli z szyderstwem i niedowierzaniem .
Powód był prosty – ceny. Organizacje kibicowskie alarmowały, że koszt wejściówek wzrósł około pięciokrotnie w porównaniu do mundialu w Katarze. System dynamicznych cen w połączeniu z ogromnymi kosztami podróży i zakwaterowania sprawił, że dla przeciętnego kibica, zwłaszcza w mieście o tak zakorzenionej kulturze futbolu jak Guadalajara, bariera wejścia okazała się zbyt wysoka. Na platformach odsprzedaży na mecze fazy grupowej dla 48-zespołowego turnieju wciąż wisiało blisko 180 000 biletów .
Ostatecznie, zamiast święta futbolu, w internecie rozgorzała dyskusja o chciwości organizatorów. Błyskotliwe zwycięstwo Koreańczyków miało więc wyjątkowo gorzki, pusty posmak.
Głównym bohaterem medialnym jeszcze przed pierwszym gwizdkiem była… geografia. Guadalajara leży na wysokości około 1570 metrów nad poziomem morza. Hong Myung-Bo już dawno wskazał wysokość jako największą zmienną fazy grupowej, a jego sztab wykonał iście benedyktyńską pracę . Zamiast lecieć do Meksyku na ostatnią chwilę, „Taegeuk Warriors” 18 maja wyruszyli do Salt Lake City w stanie Utah, gdzie na wysokości około 1460 metrów spędzili trzy tygodnie, szlifując formę na obiektach Real Salt Lake i Uniwersytetu Utah .
W plan wpisano sparingi z Trynidadem i Tobago oraz Salwadorem, a do bazy w Guadalajarze drużyna dotarła dopiero 5 czerwca – na sześć dni przed inauguracją. To dało zawodnikom idealny czas na tzw. tapering, czyli odświeżenie organizmu przed walką o punkty .
Eksperci z Koreańskiego Instytutu Nauki o Sporcie wyjaśniali, że adaptacja na poziomie krwi, a konkretnie wzrost liczby czerwonych krwinek i poziomu hemoglobiny, wymaga właśnie około dwóch tygodni. Ten harmonogram spełniono co do joty . Gdy więc Czesi po godzinie gry zaczęli łapać zadyszkę, Koreańczycy wrzucili wyższy bieg. Hong po meczu nie krył zadowolenia: „Jestem bardzo usatysfakcjonowany” – powiedział, odnosząc się do przygotowania fizycznego zespołu .
Pierwsza połowa nie porywała – obie ekipy zostały nawet wygwizdane schodząc do szatni. Son Heung-Min próbował swoich sił, ale raz posłał piłkę nad poprzeczką, a innym razem jego strzał minimalnie minął słupek. Lee Kang-In również dał się we znaki bramkarzowi rywali, Matějowi Kovářowi, jednak bez skutku .
Grom z jasnego nieba spadł w 59. minucie. Kapitan Czech, Ladislav Krejčí, wyszedł w powietrze po długim wyrzucie z autu i mocnym strzałem głową pokonał koreańskiego bramkarza . W tamtym momencie plan Honga wisiał na włosku. Potrzeba było magii indywidualnej – i tę dostarczył Hwang In-Beom. Osiem minut po stracie gola przejął podanie od Lee Kang-Ina, wkręcił w ziemię dwóch obrońców zwodem do strzału i ze stoickim spokojem umieścił piłkę w siatce .
To był moment zwrotny. Na dziesięć minut przed końcem, po kolejnej akcji, Hwang wcielił się w rolę asystenta. Wypatrzył wbiegającego Oh Hyeon-Gyu – który chwilę wcześniej zmienił Sona – a ten huknął z lewej nogi nie do obrony. Gol na 2:1 . Czesi próbowali jeszcze odpowiedzieć, ale trafienie Tomáša Součka zostało słusznie anulowane z powodu spalonego .
Hwang In-Beom – człowiek meczu bez dwóch zdań. Został trzecim Koreańczykiem w historii, który w jednym spotkaniu mundialowym zanotował gola i asystę . Jego liczby odzwierciedlały kompletny występ w środku pola – był spoiwem wszystkich formacji .
Son Heung-min – kapitan harował jak wół, oddał sześć strzałów i wygenerował 0,65 oczekiwanych goli (xG), jednak tego dnia skuteczność zostawił w szatni . Jego obecność i nieustanne rozciąganie defensywy rywala otwierały jednak przestrzenie partnerom, z czego skrzętnie skorzystali zmiennicy .
Oh Hyeon-Gyu – wszedł na boisko w 69. minucie i potrzebował zaledwie 11 minut, by zostać bohaterem narodu, potwierdzając niesamowitą głębię składu azjatyckiej drużyny .
Niestety, dla włodarzy FIFA prawdziwy dramat rozegrał się nie na murawie, a na trybunach, które świeciły pustkami. Oficjalna frekwencja na obiekcie o pojemności 45 664 miejsc wyniosła 44 985, co sugerowało niemal komplet . Rzeczywistość była jednak brutalnie odmienna – transmisje telewizyjne obnażyły ogromne połacie wolnych krzesełek, szczególnie na środku wschodniej trybuny oraz w sektorach VIP .
„To najgorszy koszmar FIFA” – grzmiał nagłówek w „Sports Illustrated” . Rozdźwięk między danymi a obrazem wywołał lawinę krytyki i oskarżeń o sztuczne pompowanie statystyk. FIFA wydała kuriozalne oświadczenie, sugerując, że część posiadaczy biletów pozostała na korytarzach strefy gastronomicznej, zamiast zasiąść na swoich miejscach. Wyjaśnienia te media i fani przyjęli z szyderstwem i niedowierzaniem .
Powód był prosty – ceny. Organizacje kibicowskie alarmowały, że koszt wejściówek wzrósł około pięciokrotnie w porównaniu do mundialu w Katarze. System dynamicznych cen w połączeniu z ogromnymi kosztami podróży i zakwaterowania sprawił, że dla przeciętnego kibica, zwłaszcza w mieście o tak zakorzenionej kulturze futbolu jak Guadalajara, bariera wejścia okazała się zbyt wysoka. Na platformach odsprzedaży na mecze fazy grupowej dla 48-zespołowego turnieju wciąż wisiało blisko 180 000 biletów .
Ostatecznie, zamiast święta futbolu, w internecie rozgorzała dyskusja o chciwości organizatorów. Błyskotliwe zwycięstwo Koreańczyków miało więc wyjątkowo gorzki, pusty posmak.