MCI nie było lekkim narzędziem telemetrycznym. Według listy udostępnionej pracownikom, oprogramowanie monitorowało aktywność w ponad 200 aplikacjach i stronach internetowych . Na liście znalazły się podstawowe narzędzia pracy, takie jak Gmail, GChat, Google, LinkedIn, GitHub, Slack, Wikipedia i VSCode, a także wewnętrzny asystent AI Meta – Metamate .
Zbierane dane były niezwykle szczegółowe: ścieżki ruchu myszy, lokalizacje kliknięć, sekwencje naciśnięć klawiszy i okresowe zrzuty ekranu. Celem było nauczenie modeli AI, jak ludzie poruszają się po interfejsach oprogramowania . Meta zapewniała, że program nie służy do mierzenia produktywności ani oceny indywidualnych wyników, ale do budowania agentów AI, którzy mogą wykonywać codzienne cyfrowe zadania .
Gdy narzędzie zostało ogłoszone, pierwszym pytaniem wewnątrz firmy było, jak odmówić udziału. Odpowiedź CTO Andrew Boswortha była jednoznaczna: „Nie ma możliwości rezygnacji z tego na służbowym laptopie”. Ta odpowiedź, opublikowana na wewnętrznym forum, spotkała się z gradem emoji płaczu, szoku i złości od współpracowników .
Sprzeciw szybko przybrał różne formy:
Wewnętrzne dokumenty przejrzane przez Reutera ujawniły, że zasięg MCI był szerszy, niż sugerowały publiczne oświadczenia Meta. W wewnętrznym FAQ firma przyznała, że jeśli amerykański pracownik z włączonym narzędziem wymieniał e-maile lub czaty z kolegą spoza USA – w tym w UE – cała ta rozmowa była przechwytywana . Ponieważ Meta odłączała dane od tożsamości pracowników, firma stwierdziła, że nie może indywidualnie wyszukiwać ani usuwać tych rekordów – co stanowi bezpośredni konflikt z prawami GDPR dotyczącymi dostępu, sprostowania i usunięcia danych .
Eksperci ds. prywatności ostrzegali, że może to naruszać zasadę ograniczenia celu GDPR. Kleanthi Sardeli, ekspertka prawna z wiedeńskiej grupy NOYB, powiedziała Reuterowi, że „pobranie czatu pracownika i wprowadzenie go do modelu AI jest niezgodne z początkowym celem komunikacji służbowej” .
Poziom bezpieczeństwa zebranych danych budził dodatkowe obawy. Raporty wskazywały, że dane MCI były przechowywane w niezaszyfrowanym formacie i zintegrowane bezpośrednio z istniejącym oprogramowaniem bezpieczeństwa danych Meta, co wzbudziło obawy przed potencjalnym narażeniem lub niewłaściwym użyciem, gdyby dane kiedykolwiek trafiły w niepowołane ręce . Pracownicy skarżyli się również na znaczny wzrost ruchu danych na swoich maszynach podczas działania narzędzia .
Utrzymująca się presja wewnętrzna przyniosła zmianę, choć ograniczoną. 2 czerwca 2026 roku w notatce od Stephane’a Kasriela, wiceprezesa w jednostce Superintelligence Labs Meta, ogłoszono, że firma ogranicza program w odpowiedzi na obawy pracowników .
Konkretne ustępstwa:
Co istotne, firma nie cofnęła polityki braku możliwości rezygnacji. Pełne zwolnienie z MCI nadal nie było dostępne dla pracowników korzystających z firmowych urządzeń .
Wdrożenie inwigilacji nie nastąpiło w próżni. Miało miejsce w firmie przechodzącej największą w swojej historii restrukturyzację napędzaną przez AI:
Dla wielu wewnątrz Meta sekwencja wydarzeń wydawała się dystopijna: pracownicy byli zmuszani do generowania danych treningowych, które miały nauczyć agenty AI wykonywania ich pracy, podczas gdy tysiące ich kolegów było właśnie zwalnianych. Wewnętrzna narracja – że pracownicy są zmuszani do trenowania własnych zastępców – została dosadnie uchwycona w relacjach TechTimes i innych mediów śledzących kontrowersje .
Saga MCI stała się studium przypadku pokazującym, jak wyścig o budowę autonomicznych agentów AI może ścierać się z relacjami pracowniczymi i prawem o prywatności, zmuszając nawet największe firmy technologiczne do ustępstw – ale jeszcze nie do całkowitego odwrotu.
MCI nie było lekkim narzędziem telemetrycznym. Według listy udostępnionej pracownikom, oprogramowanie monitorowało aktywność w ponad 200 aplikacjach i stronach internetowych . Na liście znalazły się podstawowe narzędzia pracy, takie jak Gmail, GChat, Google, LinkedIn, GitHub, Slack, Wikipedia i VSCode, a także wewnętrzny asystent AI Meta – Metamate .
Zbierane dane były niezwykle szczegółowe: ścieżki ruchu myszy, lokalizacje kliknięć, sekwencje naciśnięć klawiszy i okresowe zrzuty ekranu. Celem było nauczenie modeli AI, jak ludzie poruszają się po interfejsach oprogramowania . Meta zapewniała, że program nie służy do mierzenia produktywności ani oceny indywidualnych wyników, ale do budowania agentów AI, którzy mogą wykonywać codzienne cyfrowe zadania .
Gdy narzędzie zostało ogłoszone, pierwszym pytaniem wewnątrz firmy było, jak odmówić udziału. Odpowiedź CTO Andrew Boswortha była jednoznaczna: „Nie ma możliwości rezygnacji z tego na służbowym laptopie”. Ta odpowiedź, opublikowana na wewnętrznym forum, spotkała się z gradem emoji płaczu, szoku i złości od współpracowników .
Sprzeciw szybko przybrał różne formy:
Wewnętrzne dokumenty przejrzane przez Reutera ujawniły, że zasięg MCI był szerszy, niż sugerowały publiczne oświadczenia Meta. W wewnętrznym FAQ firma przyznała, że jeśli amerykański pracownik z włączonym narzędziem wymieniał e-maile lub czaty z kolegą spoza USA – w tym w UE – cała ta rozmowa była przechwytywana . Ponieważ Meta odłączała dane od tożsamości pracowników, firma stwierdziła, że nie może indywidualnie wyszukiwać ani usuwać tych rekordów – co stanowi bezpośredni konflikt z prawami GDPR dotyczącymi dostępu, sprostowania i usunięcia danych .
Eksperci ds. prywatności ostrzegali, że może to naruszać zasadę ograniczenia celu GDPR. Kleanthi Sardeli, ekspertka prawna z wiedeńskiej grupy NOYB, powiedziała Reuterowi, że „pobranie czatu pracownika i wprowadzenie go do modelu AI jest niezgodne z początkowym celem komunikacji służbowej” .
Poziom bezpieczeństwa zebranych danych budził dodatkowe obawy. Raporty wskazywały, że dane MCI były przechowywane w niezaszyfrowanym formacie i zintegrowane bezpośrednio z istniejącym oprogramowaniem bezpieczeństwa danych Meta, co wzbudziło obawy przed potencjalnym narażeniem lub niewłaściwym użyciem, gdyby dane kiedykolwiek trafiły w niepowołane ręce . Pracownicy skarżyli się również na znaczny wzrost ruchu danych na swoich maszynach podczas działania narzędzia .
Utrzymująca się presja wewnętrzna przyniosła zmianę, choć ograniczoną. 2 czerwca 2026 roku w notatce od Stephane’a Kasriela, wiceprezesa w jednostce Superintelligence Labs Meta, ogłoszono, że firma ogranicza program w odpowiedzi na obawy pracowników .
Konkretne ustępstwa:
Co istotne, firma nie cofnęła polityki braku możliwości rezygnacji. Pełne zwolnienie z MCI nadal nie było dostępne dla pracowników korzystających z firmowych urządzeń .
Wdrożenie inwigilacji nie nastąpiło w próżni. Miało miejsce w firmie przechodzącej największą w swojej historii restrukturyzację napędzaną przez AI:
Dla wielu wewnątrz Meta sekwencja wydarzeń wydawała się dystopijna: pracownicy byli zmuszani do generowania danych treningowych, które miały nauczyć agenty AI wykonywania ich pracy, podczas gdy tysiące ich kolegów było właśnie zwalnianych. Wewnętrzna narracja – że pracownicy są zmuszani do trenowania własnych zastępców – została dosadnie uchwycona w relacjach TechTimes i innych mediów śledzących kontrowersje .
Saga MCI stała się studium przypadku pokazującym, jak wyścig o budowę autonomicznych agentów AI może ścierać się z relacjami pracowniczymi i prawem o prywatności, zmuszając nawet największe firmy technologiczne do ustępstw – ale jeszcze nie do całkowitego odwrotu.