Trzy dni później banki prowadzące ofertę — Goldman Sachs i Morgan Stanley — wykorzystały opcję dodatkowego przydziału, znaną jako greenshoe. Pozwoliło to sprzedać około 83,3 mln dodatkowych akcji i zwiększyć łączne wpływy do 85,7 mld dolarów .
Konstrukcja oferty od początku odbiegała od standardowego schematu. SpaceX nie przedstawił typowego przedziału cenowego, który jest później korygowany po spotkaniach z inwestorami. Zamiast tego z wyprzedzeniem ogłosił stałą cenę 135 dolarów, sygnalizując wyjątkową pewność co do popytu .
Najważniejszą liczbą w tej historii nie jest jednak 85,7 mld dolarów, lecz 4,9 proc. Taki odsetek wszystkich akcji SpaceX był dostępny w publicznym obrocie po wykonaniu opcji greenshoe . Przed jej uruchomieniem free float wynosił około 4,2 proc. .
Oznacza to, że przy wycenie sięgającej około 1,77 bln dolarów na starcie na rynku znajdował się tylko niewielki ułamek udziałów. Podaż była więc bardzo ograniczona, podczas gdy popyt okazał się ogromny:
W takiej sytuacji nawet umiarkowany napływ nowych kupujących może silnie podbijać kurs. Nie oznacza to jednak automatycznie, że każda transakcja odzwierciedla fundamentalną wartość całej spółki.
Akcje otworzyły się 12 czerwca w pobliżu 150 dolarów, a dzień zakończyły na poziomie 160,95 dolara, co dawało kapitalizację około 2,1 bln dolarów . 15 czerwca kurs wzrósł o kolejne 19 proc., a wycena SpaceX przebiła poziomy Broadcomu, Meta Platforms i Tesli .
16 czerwca akcje przekroczyły 211,80 dolara, co implikowało kapitalizację bliską 2,8 bln dolarów . W ciągu dnia wycena chwilowo sięgnęła nawet 2,95 bln dolarów, nieznacznie przewyższając najwyższą śróddzienną kapitalizację Microsoftu .
SpaceX przebił w tym czasie Amazona, którego kapitalizacja wynosiła około 2,65–2,68 bln dolarów . Spółka potrzebowała na to zaledwie czterech sesji giełdowych. Ostatecznie, po częściowym wycofaniu się kupujących, jej wycena ustabilizowała się w pobliżu 2,8 bln dolarów .
Skala aktywności na rynku również była nietypowa. We wtorek obroty akcjami SPCX przekroczyły 1,16 mld dolarów, a przed otwarciem sesji na niektórych platformach wolumen był wielokrotnie większy niż w przypadku kolejnej najbardziej aktywnej spółki .
Notowania pokazują entuzjazm inwestorów, ale analitycy zwracają uwagę na zupełnie inną kwestię: ile z obecnej ceny wynika z przyszłych obietnic, a ile z już osiągniętych wyników.
Keith Snyder z CFRA rozpoczął analizę SpaceX 12 czerwca od rzadkiej na Wall Street rekomendacji „sprzedaj” i wyznaczył cenę docelową na 115 dolarów. To mniej niż cena emisyjna i znacznie mniej niż poziomy osiągnięte później w tym tygodniu . Analityk wskazał na „zbyt ambitną strategię wzrostu, znaczne zapotrzebowanie na kapitał oraz podwyższone oczekiwania dotyczące wyceny” .
W analizie sumy części Snyder wycenił działalność związaną z wynoszeniem ładunków na około 188 mld dolarów, a Starlink na około 700 mld dolarów. Pozostałe segmenty, jego zdaniem, nie uzasadniają wyceny sugerowanej przez rynek .
Jeszcze ostrożniej podszedł do sprawy Nicolas Owens z Morningstar, który przed debiutem oszacował wartość godziwą akcji na zaledwie 63 dolary . Morningstar określił tę wycenę jako „wynik matematyki bardziej niż sceptycyzmu” . Według tej oceny akcje były mocno przewartościowane jeszcze przed tym, jak kurs przekroczył 200 dolarów.
Bardziej neutralną opinię przedstawił New Street Research z ceną docelową 165 dolarów, ale i ten poziom był wyraźnie niższy od notowań z 15 czerwca .
To właśnie ograniczona liczba akcji w obrocie jest głównym ryzykiem technicznym. Przy niewielkim free floacie popyt może szybko windować cenę, ale równie gwałtowna fala sprzedaży może doprowadzić do kaskadowego spadku .
Innymi słowy, obecny kurs nie musi być wyłącznie rezultatem chłodnej oceny przyszłych przepływów pieniężnych. Część inwestorów może kupować z obawy przed przegapieniem dalszych wzrostów — klasycznego FOMO. Jeśli sentyment się odwróci, ta sama rzadkość akcji może spotęgować presję po stronie podaży.
Szczególnie wyraźnie gorączkę wokół SpaceX było widać w Japonii. Gospodarstwa domowe w tym kraju posiadają aktywa finansowe o łącznej wartości około 15 bln dolarów, a po dużych debiutach giełdowych od czasu wejścia na rynek SoftBanku w 2018 r. inwestorzy detaliczni mieli niewiele podobnych okazji .
SpaceX początkowo planował pozyskać od japońskich inwestorów 2 mld dolarów, ale później podniósł cel o 25 proc., do 2,5 mld dolarów . Ostatecznie japońskim nabywcom przydzielono akcje za 2,2 mld dolarów, w tym 16,3 mln akcji klasy A — około 3 proc. całej oferty .
Skala niezaspokojonego popytu była ogromna: przy zamówieniach przekraczających 6,2 mld dolarów inwestorzy otrzymali papiery warte około 2,2 mld dolarów . Ponad 1000 japońskich klientów złożyło indywidualne zapisy przekraczające równowartość 624 500 dolarów. Lokalną część transakcji obsługiwał Mizuho Securities USA .
SpaceX jest powszechnie uznawany za kandydata do szybkiego włączenia do indeksu Nasdaq 100. W dalszej kolejności oczekiwane są także dodatki do indeksów FTSE Russell i MSCI, choć dostępne źródła nie potwierdziły dokładnych terminów . Takie decyzje mogłyby oznaczać dodatkowy, mechaniczny popyt ze strony funduszy pasywnych.
W dokumentach związanych z ofertą, po połączeniu z xAI, SpaceX raportował około 18,67 mld dolarów przychodów oraz 4,94 mld dolarów straty netto. Liczby te pokazują, że giełdowa wycena opiera się w dużej mierze na oczekiwaniach dotyczących dalszego rozwoju działalności kosmicznej, Starlinka i segmentu sztucznej inteligencji.
Debiut wywołał także aktywność na rynku aktywów cyfrowych. Pojawiły się tokenizowane akcje SpaceX na zdecentralizowanych giełdach, kontrakty perpetual powiązane z SPCX oraz rynki predykcyjne obstawiające kierunek notowań. Na fali zainteresowania aktywami powiązanymi z Muskiem zyskał również Dogecoin, choć w dostępnych materiałach nie przedstawiono konkretnych danych o skali tego ruchu.
Prospekt przewidywał ponadto ograniczenia dla inwestorów z Chin kontynentalnych i Hongkongu, którzy nie mogli uzyskać dostępu do materiałów marketingowych IPO ani do przydziału akcji. Jako powód wskazano ograniczenia regulacyjne i licencyjne.
Debiut SpaceX połączył kilka czynników, które rzadko występują jednocześnie na taką skalę: biznes dysponujący istotnymi aktywami technologicznymi, globalnie rozpoznawalnego założyciela oraz wyjątkowo mały pakiet akcji dostępnych w obrocie.
Optymistyczny scenariusz zakłada, że wynoszenie ładunków, Starlink i działalność związana ze sztuczną inteligencją wspólnie uzasadnią wycenę większą niż w przypadku niemal każdej firmy na świecie. Ostrożniejsza interpretacja, przedstawiona przez CFRA i Morningstar, mówi natomiast, że obecna cena wymaga niemal bezbłędnej realizacji planów, które pozostają niepewne i bardzo kapitałochłonne.
Dla inwestorów najważniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: „czy SpaceX ma potencjał?”, lecz także: „ile tego potencjału zostało już uwzględnione w cenie?”. Rajd napędzany niedoborem akcji może oznaczać trwałą zmianę poziomu wyceny, ale może też być przejściowym zniekształceniem procesu ustalania ceny. Jak ostrzegają analitycy, gdy transakcja zacznie działać w przeciwną stronę, cienki free float może sprawić, że zejście będzie równie gwałtowne jak wcześniejszy wzrost .