Netanjach przedstawił swoją ocenę w wywiadzie dla stacji CNBC, wykorzystując ten moment do nakreślenia stanowiska Izraela wobec Iranu i jego programu nuklearnego, kondycji sojuszu amerykańsko-izraelskiego oraz swojej wizji stabilności irańskiego reżimu.
Użyte przez Netanjachu sformułowanie „igra z ogniem” nie było wyłącznie retoryczne. Premier bezpośrednio powiązał je z deklarowanym stanowiskiem prezydenta Donalda Trumpa, że USA w razie potrzeby wznowią działania wojskowe na pełną skalę, przerzucając tym samym na Teheran odpowiedzialność za deeskalację. „Iran z pewnością wie, co powiedział prezydent (USA) – że w razie potrzeby nastąpi powrót do działań zbrojnych na pełną skalę” – powiedział Netanjach, dodając, że choć decyzja należy do Trumpa, zarówno siły amerykańskie, jak i izraelskie są w gotowości .
To oświadczenie jest elementem skoordynowanej polityki odstraszania. Kreuje obraz zjednoczonego frontu amerykańsko-izraelskiego w momencie, gdy zawieszenie broni widocznie się rozpada . Opierając swoje ostrzeżenie na „czerwonych liniach” Trumpa, Netanjach wzmacnia wiarygodność groźby militarnej, jednocześnie pozostawiając decyzję w rękach Waszyngtonu. Taki zabieg pomaga odsunąć narrację o samowolnym działaniu Izraela, nawet jeśli jego własne siły stoją w pełnej gotowości.
Słowa Netanjachu padły na tle doniesień o osobistych napięciach. Jak podały liczne media, Trump miał nazwać Netanjachu „p******ym szaleńcem” w związku z izraelską kampanią wojskową w Libanie. Zapytany o te informacje, Netanjach zbagatelizował je, nazywając je „taktycznymi rozbieżnościami” w ramach wspólnego celu strategicznego, jakim jest przeciwdziałanie Iranowi .
Dobór słów jest tu celowy. Przedstawiając konflikt jako różnicę zdań co do taktyki, a nie strategii, Netanjach próbuje zneutralizować wrażenie słabnącego sojuszu. Dla Teheranu – i dla opinii publicznej zarówno w USA, jak i w Izraelu – płynie z tego jasny przekaz: fundamentalne zobowiązanie do konfrontacji z Iranem pozostaje niezmienne, nawet jeśli za zamkniętymi drzwiami od czasu do czasu spiera się o metody działania.
Netanjach wyraził co prawda zasadnicze poparcie dla trwających negocjacji USA–Iran, ale natychmiast postawił warunki, które skutecznie wykluczają kompromis na zasadach, które Iran kiedykolwiek był skłonny zaakceptować. Za warunek akceptowalnego porozumienia uznał usunięcie irańskiego wzbogaconego uranu i demontaż jego infrastruktury do wzbogacania .
Są to maksymalistyczne żądania, wykraczające daleko poza ograniczenia nałożone przez Wspólny kompleksowy plan działania (JCPOA) z 2015 roku, który dopuszczał ściśle monitorowany program wzbogacania. Publicznie obstając przy tym stanowisku w trakcie negocjacji – które, jak powiedział 3 czerwca minister spraw zagranicznych Iranu, nie przyniosły „żadnego wymiernego postępu” – Netanjach sygnalizuje głęboki sceptycyzm wobec dyplomacji i ustanawia punkt odniesienia, który Teheran niemal na pewno odrzuci . W praktyce stawia to administrację Trumpa w trudnej sytuacji politycznej, utrudniając jej zgodę na cokolwiek mniej i utrzymując opcję wojskową na stole.
Jednym z najważniejszych elementów wywiadu Netanjachu była jego ocena, że irański reżim „nigdy nie był słabszy” i mierzy się z rosnącymi napięciami wewnętrznymi, które mogą doprowadzić do jego upadku . To znacząca eskalacja retoryczna, przenosząca akcent z powstrzymywania potężnego przeciwnika na przewidywanie jego upadku.
Narracja o „słabości reżimu” służy wielu celom. Wzmacnia wewnętrzną opozycję w Iranie, sugerując, że władza jest zagrożona. Daje też domyślne uzasadnienie dla dalszej presji zewnętrznej i potencjalnych działań zbrojnych: skoro reżim już stoi na krawędzi, decydujący cios może go wykończyć. Historycznie Izrael używał takiego właśnie argumentu, by sprzeciwiać się zaangażowaniu dyplomatycznemu, które mogłoby zmniejszyć presję na Teheran. Ostatnie uwagi Netanjachu idealnie wpisują się w ten schemat.
Ocenie słabości towarzyszyło starannie dobrane rozróżnienie. Netanjach wyraźnie oddzielił reżim od narodu irańskiego, stwierdzając, że konflikt Izraela toczy się z rządzącymi w Teheranie, a nie z ludnością . Jest to długoletnia taktyka informacyjno-psychologiczna, mająca na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa, że zwykli Irańczycy zjednoczą się wokół swojego rządu w obliczu zewnętrznego zagrożenia. Wytyczając tę linię, Izrael ma nadzieję na polityczną izolację reżimu i uniknięcie wzniecania nastrojów antyizraelskich w szerszym świecie muzułmańskim.
Zbieg ataku na lotnisko w Kuwejcie, impasu w dyplomacji i twardej linii Netanjachu wskazuje na gwałtownie zwężającą się ścieżkę od pełnoskalowego konfliktu. W sytuacji, gdy zarówno siły USA, jak i Iranu wymieniają ciosy, i tak już kruche zawieszenie broni zdaje się rozpadać w czasie rzeczywistym. Ministerstwo spraw zagranicznych Kuwejtu potępiło atak jako „zbrodniczą irańską agresję”, a wojsko USA konsekwentnie podważa irańskie zaprzeczenia – CENTCOM nazwał uderzenie „celowym, wykalkulowanym i nieusprawiedliwionym” .
Interwencja Netanjachu jasno pokazuje, że Izrael nie zamierza być biernym obserwatorem. Ostrzeżenie, że Iran „igra z ogniem”, nie jest w tym kontekście hiperbolą, ale sygnałem, że próg dla szerszej odpowiedzi militarnej – czy to pod przywództwem USA, czy w ramach wspólnej operacji amerykańsko-izraelskiej – jest niebezpiecznie niski.
Comments
0 comments