To, co miało być triumfem tokenizacji aktywów, stało się jej największą dotychczasową kompromitacją.
Najbardziej brutalny komunikat wydał Bybit. Giełda wprost oświadczyła, że „z powodu niemożności dostarczenia aktywów bazowych przez xStocks, nie otrzymała żadnych akcji SpaceX” i w całości refunduje środki użytkowników .
Bybit uruchomił zapisy na swój produkt „IPO Express” 7 czerwca, oferując go dla użytkowników VIP i Pro po 135 dolarów za akcję plus 5% prowizji . Minimalny zapis wynosił 100 USDC, a maksymalnie można było zapisać się na 50 akcji
. Mimo tygodnia zbierania środków, w dniu debiutu okazało się, że pula akcji dla Bybit wynosi zero
.
W identycznej sytuacji znalazły się Binance (poprzez swój portfel Web3) oraz Bitget Wallet, które również odwołały kampanie i zwróciły pieniądze, obwiniając o to xStocks . MEXC także anulował swoją ofertę
.
W sumie cztery globalne platformy, które tygodniami promowały tokenizowany dostęp do SpaceX, zostały z niczym. Ich jedynym „towarem” okazała się obietnica pośrednika, który nie miał czym jej poprzeć.
Jedyną giełdą, która faktycznie otrzymała przydział akcji, był Kraken. Ale słowo „przydział” to spore nadużycie. Giełda przyznała, że pula, którą dostała od underwriterów, była „znacząco poniżej oczekiwań” przy jednocześnie „ogromnej nadsubskrypcji” ze strony użytkowników .
W praktyce oznaczało to, że każdy „szczęśliwy” użytkownik dostał identyczny, symboliczny przydział – około 4,2786 tokena SPCXx, wartego w dniu debiutu około 578 dolarów (ok. 2300 zł) . Nie miało znaczenia, czy ktoś wpłacił 100, czy 100 000 dolarów – dostał tyle samo. Reszta środków wróciła na konta.
To pokazuje skalę porażki. Kraken, którego spółka-matka Payward zbudowała całą platformę xStocks, był najbliżej źródła akcji . A mimo to nawet on nie był w stanie zapewnić sensownego dostępu. Jak zauważył jeden z analityków, był to dowód na to, że „tokenizowane akcje to niebezpieczna iluzja”
.
Przyczyna była prosta: xStocks nie dostał akcji od underwriterów . W IPO SpaceX pośredniczyły największe banki inwestycyjne, a platforma kryptowalutowa nie miała u nich żadnego „miejsca przy stole”.
Całkowity popyt ze strony inwestorów indywidualnych na giełdach kryptowalutowych był gigantyczny – szacuje się, że przewyższał wartość całej oferty o 3,3 do 4 razy . I choć SpaceX zarezerwował rekordowe 30% całej 75-miliardowej oferty właśnie dla inwestorów detalicznych (trzy razy więcej niż standardowe 5-10%), nie pomogło to platformom kryptowalutowym
.
Dlaczego? Bo akcje dla „Kowalskich” trafiły do pięciu tradycyjnych domów maklerskich, które miały to zapisane wprost w prospekcie emisyjnym: Fidelity, Robinhood, SoFi, E*TRADE (Morgan Stanley) i Charles Schwab . To one dostały gwarantowane pule akcji. xStocks, firma z zewnątrz układu, mogła tylko prosić, a gdy zabrakło towaru, była pierwsza do odcięcia.
W całym tym zamieszaniu kluczowe jest zrozumienie, że żaden użytkownik giełdy kryptowalut nie zostałby prawnym udziałowcem SpaceX. Oferty dzieliły się na trzy kategorie, z których każda była cieniem prawdziwych akcji :
Jak podsumował jeden z serwisów, „żaden z produktów nie dawał tej samej pozycji, co zakup zwykłej akcji SPCX u tradycyjnego brokera” . Użytkownicy giełd krypto kupowali ekspozycję na cenę, a nie udziały w firmie. A jak się okazało, nawet tej ekspozycji nie byli w stanie dostać.
To wydarzenie to nie tylko anegdota o niewypale. To test, który pokazał prawdę o rzekomej rewolucji tokenizacji:
Największy w historii test dostępu do rynku pierwotnego przez blockchain zakończył się więc falą refundacji i symbolicznymi ochłapami dla nielicznych. Wnioski są jasne: dopóki to tradycyjne banky dzielą tort, tokenizacja pozwala co najwyżej popatrzeć, jak inni go jedzą.
Comments
0 comments