Timeline pokazuje, jak szybko dezinformacja może rozprzestrzeniać się za pośrednictwem zautomatyzowanych systemów:
Strona Altmana na Wikipedii, która zwykle była edytowana sporadycznie, tego jednego dnia została zmodyfikowana 22 razy — dla porównania, od początku miesiąca do tego dnia odnotowano tylko 5 aktualizacji .
Kluczowa podatność leży w sposobie działania panelu wiedzy Google. Jest to zautomatyzowany system, który agreguje dane z setek publicznych źródeł, z czego Wikipedia jest najczęściej cytowana . Google nie weryfikuje informacji w czasie rzeczywistym, porównując je z innymi autorytatywnymi bazami danych. Jedna niezweryfikowana edycja na jednej stronie Wikipedii wystarczyła, by fałszywa informacja trafiła do globalnych wyników wyszukiwania
.
Oficjalna odpowiedź Google w zasadzie zrzeka się odpowiedzialności: „Kiedy ludzie wandalizują publiczne źródła informacji, może to wpłynąć na informacje wyświetlane w wyszukiwarce” . Firma oświadczyła, że zmiana nie była ich ręczną ingerencją, ale wynikiem automatycznego pobrania przez system zanieczyszczonych danych publicznych
.
Nierównomierny wpływ na mniej znane osoby: Altman, jako globalnie znany CEO, doczekał się przywrócenia swojej strony na Wikipedii w ciągu 42 minut, a jego zespół PR-owy mógł zgłosić błąd Google i mediom. Jednak dla mniej znanej osoby publicznej — lokalnego polityka, naukowca czy właściciela małej firmy — podobny incydent wandalizmu mógłby trwać znacznie dłużej. Ich strony na Wikipedii mają mniej wolontariuszy, dłuższy czas reakcji i nie dysponują zespołem PR-owym, który mógłby nagłośnić sprawę. Fałszywa data śmierci mogłaby wisieć godzinami lub dniami, powodując realne szkody reputacyjne, zawodowe i osobiste .
Ciężar sprostowania spada na osobę, która została oszczerczo przedstawiona, a która często nie ma środków ani wiedzy technicznej, by szybko to naprawić.
Ten epizod niesie ze sobą ostrą ironię w kontekście niedawnych wypowiedzi samego Altmana. We wrześniu 2025 roku Altman napisał na X, że „nigdy nie traktował teorii martwego internetu poważnie”, ale teraz uważa, że „w sieci jest naprawdę wiele kont prowadzonych przez LLM-y”, co w zasadzie oznacza, że teoria, według której boty i zautomatyzowane treści zdominowały ludzką aktywność w internecie, staje się rzeczywistością . Magazyn TIME opisał jego uwagi jako „Sam Altman wyraża zaniepokojenie teorią martwego internetu”
.
Samo wydarzenie, które fałszywie ogłosiło śmierć Altmana, było czystym produktem dynamiki „martwego internetu”, przed którą ostrzegał. Zautomatyzowany system (panel wiedzy Google) pobrał niezweryfikowane treści z crowdsourcingowej, łatwej do manipulacji publicznej bazy danych, bez żadnego ludzkiego osądu czy weryfikacji autentyczności, i rozpowszechnił zmyślony „fakt” na masową skalę .
Jest też paradoks o charakterze samobójczym: firma Altmana, OpenAI, zbudowała technologię LLM, która teraz napędza konta botów, na które narzekał — i ten sam ekosystem AI zachęca do tworzenia zautomatyzowanych, mało wiarygodnych kanałów informacyjnych, które umożliwiły mistyfikację o jego śmierci. Człowiek, który martwił się, że internet „umiera” od botów, został na moment ogłoszony martwym przez ten właśnie system .
Google nie ogłosiło żadnych zmian w procesie weryfikacji panelu wiedzy w odpowiedzi na to zdarzenie. Firma dysponuje mechanizmem zgłaszania błędów dla użytkowników, ale proces korekty pozostaje reaktywny — opiera się na wykryciu błędu przez opinię publiczną, a nie na proaktywnej weryfikacji krzyżowej .
Na razie incydent stanowi studium przypadku kruchości zautomatyzowanych systemów informacyjnych: jedna zła edycja na crowdsourcingowej platformie może w ciągu kilku minut stać się globalnie opublikowanym „faktem”, bez żadnych wbudowanych zabezpieczeń, które mogłyby go wychwycić, zanim trafi do wyników wyszukiwania.