Trump nie ogłosił całkowitego zakończenia amerykańsko-południowokoreańskiego szkolenia. Polecił jedynie znacząco zmniejszyć jego skalę, a szczegóły dotyczące tego, jak miałaby wyglądać ograniczona wersja ćwiczeń, nie były od razu jasne.
Ministerstwo obrony Korei Południowej przekazało, że wspólne manewry będą „prowadzone zgodnie z wcześniej przekazanymi informacjami i harmonogramem”. Nie było jednak jasne, jak amerykańskie polecenie wpłynie na udział sił USA ani na ostateczny zakres ćwiczeń.
Oznaczało to powstanie niepewności wokół manewrów, które Seul i Waszyngton przygotowywały jako odpowiedź na rozwój północnokoreańskich zdolności wojskowych oraz pogarszające się relacje między obiema Koreami. Dostępne wówczas informacje nie potwierdzały odwołania samych ćwiczeń.
Decyzja administracji Trumpa dotyczyła rządu Korei Południowej kierowanego przez prezydenta Lee Jae Myunga, który przygotowywał ćwiczenia w warunkach rosnących napięć na Półwyspie Koreańskim.
Korea Północna jeszcze przed ogłoszeniem Trumpa ostro potępiła planowane ćwiczenia. Północnokoreańskie media państwowe określiły je jako bardziej prowokacyjne niż ubiegłoroczne manewry. Współpracę wojskową USA, Japonii i Korei Południowej przedstawiały jako rozwijający się „sojusz nuklearny”. Pjongjang zapowiedział, że na wyższy poziom zagrożenia odpowie silniejszym odstraszaniem.
W okresie poprzedzającym rozpoczęcie ćwiczeń Korea Północna przeprowadziła również starty pocisków balistycznych. Reuters informował, że 12 sierpnia jeden z nich został wystrzelony w kierunku morza u wschodnich wybrzeży Półwyspu Koreańskiego.
Wydarzenia te pokazały dwie całkowicie odmienne interpretacje manewrów. Seul i Waszyngton przedstawiały je jako ćwiczenia o charakterze obronnym, podczas gdy Pjongjang uznawał je za prowokację i próbę przygotowania do agresji.
Publiczne uzasadnienie Trumpa łączyło trzy wątki: koszty ćwiczeń, przekonanie, że wysyłają one Korei Północnej niewłaściwy sygnał, oraz jego osobistą relację z Kim Dzong Unem. Wpis prezydenta sugerował, że ograniczenie manewrów może pomóc zachować lub ponownie otworzyć kanał dyplomatyczny z Pjongjangiem. Południowokoreańskie media i analitycy opisywali decyzję jako możliwy gest ustępstwa wobec Korei Północnej.
Trump połączył ją także z odmową udziału Seulu w amerykańskich działaniach związanych z Iranem. W rezultacie ogłoszenie nie było wyłącznie korektą wojskowego harmonogramu. Stanowiło również sygnał niezadowolenia Waszyngtonu wobec sojusznika w związku z odrębnym sporem dotyczącym polityki zagranicznej.
Dostępne informacje nie wskazywały jednak, by do 17 sierpnia Kim Dzong Un zgodził się na nowe rozmowy albo zaoferował Trumpowi wzajemne ustępstwo. Najpewniejszym potwierdzonym rezultatem była decyzja USA o ograniczeniu ćwiczeń, a nie przełom dyplomatyczny.
Donald Trump nakazał znacząco ograniczyć amerykański udział w ćwiczeniach Ulchi Freedom Shield, ale nie odwołał ich całkowicie. Manewry zaplanowano na 17–27 sierpnia, z udziałem około 18 tysięcy południowokoreańskich żołnierzy i scenariuszami obejmującymi między innymi drony, zakłócenia GPS oraz cyberataki.
Korea Południowa utrzymywała, że ćwiczenia odbędą się zgodnie z wcześniejszym harmonogramem. Korea Północna je potępiła i zapowiedziała wzmocnienie swojego odstraszania nuklearnego. Trump przedstawił swoją decyzję jako połączenie cięcia kosztów, frustracji wobec stanowiska Seulu w sprawie Iranu oraz próby uniknięcia dalszego antagonizowania Kim Dzong Una. W chwili ogłoszenia nie było wiadomo, czy Pjongjang odpowie na ten sygnał dyplomatycznie.