U największych przedstawicieli szyja zbliżała się długością do trzech metrów i stanowiła mniej więcej połowę całego zwierzęcia. Dorosły Tanystropheus hydroides mógł osiągać około sześciu metrów długości. Tanystropheus longobardicus był znacznie mniejszy — zwykle mierzył około półtora metra.
Przez długi czas sądzono, że małe skamieniałości to po prostu młode osobniki olbrzymiego gatunku. W 2020 roku Stephan N. F. Spiekman, James M. Neenan, Nicholas C. Fraser, Vincent Fernandez, Olivier Rieppel, Stefania Nosotti i Torsten M. Scheyer zbadali tę hipotezę, analizując wzrost kości, budowę czaszki oraz skany synchrotronowe o bardzo wysokiej rozdzielczości. Ślady wzrostu pokazały, że część małych osobników była już dojrzała. Różnice w uzębieniu i budowie czaszki wskazały natomiast, że były to dwa współistniejące gatunki, a nie młode i dorosłe stadia jednego zwierzęcia.
Młody Tanystropheus poruszał się na czterech dość zwyczajnych kończynach, przytwierdzonych do zwartego tułowia. Jego dłonie i stopy nie przekształciły się w szerokie płetwy, jakie znamy u późniejszych, silnie wyspecjalizowanych gadów morskich. Długi ogon pomagał utrzymywać równowagę i mógł wspierać ruch, ale nie stał się potężnym napędem przypominającym ogon ryby.
Z tego powodu badacze przez lata spierali się o jego tryb życia. Czy Tanystropheus był przede wszystkim zwierzęciem lądowym, które zanurzało jedynie szyję, aby dosięgnąć ofiary? Czy może większość czasu spędzał w lagunie?
Bernhard Peyer, który w latach 30. XX wieku opisywał ważne okazy z Monte San Giorgio, początkowo rekonstruował Tanystropheusa jako gada głównie lądowego. Późniejsze badania anatomii, prowadzone m.in. przez Ruperta Wilda i Stefanię Nosotti, znacznie poszerzyły wiedzę o jego szkielecie. Silvio Renesto przeanalizował z kolei okaz zachowujący ślady skóry i innych tkanek miękkich. Wyniki sugerowały zwierzę półwodne — zdolne do poruszania się po lądzie, ale silnie związane ze środowiskiem wodnym.
Najważniejszych wskazówek dostarczyła czaszka. W porównaniu z resztą ciała była mała i niska. Nozdrza znajdowały się wysoko, na górnej powierzchni pyska, co pozwalało oddychać przy wynurzeniu tylko niewielkiej części głowy. Cyfrowa rekonstrukcja czaszki, wykonana na podstawie badań Stephana Spiekmana i jego współpracowników, wsparła interpretację wodnego trybu życia. Anatomia zwierzęcia wskazywała, że potrafiło chwytać zdobycz pod wodą, a nie jedynie łowić z brzegu.
Tanystropheus prawdopodobnie pływał dzięki spokojnym, rytmicznym ruchom kończyn. Nie był stworzony do długiego, szybkiego pościgu. Jego niezwykłe proporcje zwiększałyby opór wody podczas gwałtownego ruchu. Jego przewagą była cierpliwość.
Tułów mógł pozostawać niemal nieruchomy, gdy smukła szyja przesuwała głowę w stronę nieświadomej ofiary. Ryba przepływająca przez ostatni odcinek dzielący ją od drapieżnika mogła dostrzec jedynie niewielką, zbliżającą się czaszkę — nie zaś całe, znacznie większe ciało ukryte dalej.
A potem następował błyskawiczny atak. Szczęki otwierały się, szyja wykonywała pchnięcie do przodu albo szybki ruch na bok, a zęby zaciskały się na ofierze. Szczegółowe badania czaszki wskazują, że duży Tanystropheus hydroides był prawdopodobnie drapieżnikiem uderzającym w zdobycz z rozpędu. Chwytał ją przednim lub bocznym ruchem szczęk, zamiast zasysać wodę do pyska.
Zakreślenie zębów i ich pojedyncze wierzchołki pomagały przytrzymywać śliskie zwierzęta, takie jak ryby i głowonogi. U mniejszego Tanystropheus longobardicus uzębienie wyglądało inaczej — obejmowało zęby trójguzkowe. Może to oznaczać dietę złożoną z mniejszych lub bardziej miękkich organizmów, być może skorupiaków i innych bezkręgowców.
Dwa gatunki mogły więc zamieszkiwać te same wody, nie konkurując bez przerwy o identyczny pokarm. Taki podział zasobów, określany jako podział nisz ekologicznych, należał do najważniejszych wniosków badań Spiekmana i jego zespołu z 2020 roku.
Z biegiem czasu Tanystropheus poznawał swoją lagunę: płytkie, osłonięte zatoki, w których gromadziły się małe ofiary; głębsze kanały z chłodniejszą wodą; spokojne miejsca, gdzie długie ciało mogło odpoczywać przy minimalnym wysiłku.
Jego szyja była zdumiewająca, lecz nie była magiczna. Mięśnie przyczepione wzdłuż kręgów stabilizowały ją i umożliwiały jej ruch. Zachodzące na siebie żebra ograniczały niebezpieczne wyginanie. Była to konstrukcja, w której ewolucja zamieniła elastyczność na zasięg.
Każda skuteczna adaptacja ma jednak swoją cenę. Głowa znajdowała się daleko od tułowia, a smukła szyja tworzyła odsłonięty most, przez który przebiegały rdzeń kręgowy, naczynia krwionośne, drogi oddechowe i przewód pokarmowy. W wodach Tetydy żyły również inne drapieżniki — w tym duże gady morskie, które mogły atakować od tyłu albo od dołu.
Bezpośredni dowód tego zagrożenia pojawił się w 2023 roku. Paleontolodzy Stephan N. F. Spiekman i Eudald Mujal zbadali dwie skamieniałości Tanystropheusa, w których czaszki zachowały połączenie z niekompletnymi szyjami. Na kościach znaleźli nakłucia, ślady cięcia, pęknięcia i nagłe przerwanie struktur zgodne z działaniem potężnych ugryzień.
Oba zwierzęta wyglądały na pozbawione głów przez drapieżniki. Był to pierwszy bezpośredni dowód kopalny pokazujący, że słynna długa szyja mogła stać się śmiertelnym celem ataku.
Nie możemy wiedzieć, czy każdy Tanystropheus kończył życie w taki sposób. Jednak w przypadku naszego osobnika finał mógł wyglądać podobnie — i właśnie tutaj rekonstrukcja oparta na prawdziwych dowodach spotyka się z ciszą zapisaną w skale.
Gdy zwierzę obserwuje zdobycz przed sobą, inny łowca zbliża się od strony mniej chronionego ciała. Zęby zaciskają się na wydłużonej szyi. Przebijają skórę i mięśnie, a cienkie kręgi pękają pod naciskiem. Cecha, która pozwalała polować na odległość, utrudnia teraz obronę najbardziej narażonej części ciała.
Tułów znika w ciemnej wodzie. Odcięta głowa i fragment szyi opadają ku dnu. Zaczyna przykrywać je drobny osad. Warunki ubogie w tlen ograniczają działalność padlinożerców i spowalniają rozkład, dzięki czemu delikatne kości mają czas, by przetrwać wystarczająco długo, aby minerały zaczęły je zastępować i otaczać.
Warstwa po warstwie osad narasta. Laguna znika. Przez kolejne epoki ruchy geologiczne unoszą jej dno, przekształcając je w góry Europy.
Miliony lat później kamieniołomy i ekspedycje paleontologiczne odsłaniają spłaszczone szkielety w Monte San Giorgio. Dziwaczne kręgi początkowo wprawiają badaczy w zakłopotanie. Ich proporcje są tak niezwykłe, że pierwsze interpretacje mają trudności z właściwym umiejscowieniem kości.
Dopiero coraz pełniejsze okazy ujawniają prawdę: nie są to fragmenty skrzydeł ani przypadkowo zdeformowane kości, lecz elementy ogromnej szyi. Współczesne skanowanie pozwala zajrzeć przez zgniecioną skałę bez niszczenia skamieniałości. Poszczególne kości można rozdzielić cyfrowo, a czaszkę — zdeformowaną przez ponad 200 milionów lat — zrekonstruować na nowo.
Tanystropheus nie przetrwał jako potwór łamiący prawa natury. Przetrwał jako dowód na to, jak daleko dobór naturalny może przekształcić zwyczajną gadzią sylwetkę.
Trzynaście kręgów stało się konstrukcją dłuższą niż tułów i ogon razem wzięte. Dwa różne gatunki dzieliły jeden ekosystem, wybierając odmienne ofiary. Sztywna szyja zapewniała skrytość i zasięg, lecz równocześnie wystawiała zwierzę na atak.
Od nieznanego początku w pobliżu triasowego morza po ostatnie opadanie w błotnisty osad życie Tanystropheusa było nieustannym balansem między szansą a zagrożeniem.
Stworzenie, które zdawało się przeczyć biologii, ostatecznie mówi nam coś znacznie ciekawszego: biologia nie ma jednego ulubionego projektu. Ma za to niezliczone eksperymenty — a każdy z nich po cichu sprawdza się w próbie przetrwania.