To rozwiązanie różni się od oznaczania plików. W formatach takich jak SVG, PNG i JPG system wykorzystuje cyfrowo podpisane metadane pochodzenia. Mogą one tworzyć uporządkowany zapis dotyczący danego zasobu, podczas gdy znak w tekście jest wbudowany bezpośrednio w sposób doboru słów.
Nowe modele wydane od wskazanej daty obsługują oznaczanie od początku. Starsze modele są sukcesywnie dostosowywane w okresie przejściowym, dlatego obecność lub brak znaku może zależeć zarówno od użytego modelu, jak i formatu wyniku.
Anthropic podkreśla, że znak nie zawiera danych identyfikujących i nie da się go przypisać konkretnej osobie, organizacji ani rozmowie. Pozytywny wynik nie jest więc zapisem tożsamości użytkownika ani historią promptu, który doprowadził do powstania tekstu.
Samo wykrycie sygnału może sugerować, że Claude uczestniczył w tworzeniu lub przekształcaniu materiału. Nie odpowiada jednak na pytania:
To istotne, ponieważ treści tworzone z pomocą AI często przechodzą przez kilka etapów. Użytkownik może poprosić Claude’a o pierwszy szkic, następnie całkowicie go przebudować, połączyć z własnym researchem albo wykorzystać model wyłącznie do korekty. Znak może być jednym z elementów analizy pochodzenia, ale nie pozwala samodzielnie zaklasyfikować końcowego materiału jako wyłącznie „autorskiego” tekstu AI lub człowieka.
Artykuł 50 unijnego aktu o sztucznej inteligencji wymaga od dostawców generatywnych systemów AI oznaczania treści wygenerowanych lub zmanipulowanych przez AI w formacie maszynowo odczytywalnym. Dzięki temu takie treści mają być możliwe do wykrycia jako sztucznie wygenerowane lub zmodyfikowane. Wymóg obejmuje syntetyczny tekst, dźwięk, obrazy i wideo.
Anthropic zdecydował się na wdrożenie na poziomie modeli, a nie na przełącznik dostępny wyłącznie w Europejskim Obszarze Gospodarczym. Według doniesień jednym z powodów była trudność w utrzymaniu trwałej granicy regionalnej między różnymi produktami i kanałami dostępu do Claude’a. W praktyce oznacza to, że oznaczony wynik może otrzymać także użytkownik spoza UE, mimo że impulsem regulacyjnym były przepisy europejskie.
Prawo określa rezultat — skuteczne, niezawodne, odporne i interoperacyjne wykrywanie — ale nie narzuca jednej technologii znaku wodnego. Dostawcy nie muszą używać identycznej metody statystycznej, standardu metadanych ani widocznej etykiety.
Największe zainteresowanie wzbudził projekt watermarks-remover autorstwa Guillaume’a Meyera, udostępniony na licencji MIT. Opis repozytorium przedstawia go jako narzędzie obsługujące oznaczenia pochodzenia wielu dostawców. Ma usuwać z należących do użytkownika tekstów i plików między innymi niewidoczne znaki Unicode oraz metadane, a także oferować przetwarzanie oparte na przepisaniu tekstu.
Pojawiły się również inne projekty, w tym repozytorium claude-watermark-cleaner. Relacje medialne opisywały też narzędzie działające w przeglądarce, którego twórczyni deklarowała możliwość czyszczenia ukrytych oznaczeń AI z tekstów, dokumentów i innych formatów.
Jedno z repozytoriów miało w ciągu trzech dni zdobyć 8983 gwiazdki na GitHubie. To wyraźny sygnał zainteresowania tematem, ale nie test skuteczności usuwania znaku. Program, który kasuje niewidoczne znaki Unicode lub metadane pliku, może nie wpływać na statystyczny sygnał zapisany w doborze słów.
Statystyczny znak wodny tekstu nie jest trwałą etykietą przyklejoną do dokumentu. Jego wykrycie zależy od tego, czy po dalszym przetwarzaniu zachowała się wystarczająca część pierwotnego wzorca wyboru słów. Kopiowanie, zmiana formatowania i niewielka korekta mogą pozostawić go w dużej mierze nienaruszonym. Tłumaczenie, parafraza, gruntowne przeredagowanie lub dodanie dużej ilości tekstu napisanego przez człowieka mogą natomiast sygnał osłabić albo całkowicie zniszczyć. Anthropic sam przyznaje, że znaczące przepisanie tekstu może usunąć znak.
Pojawia się więc problem weryfikacji. Bez publicznego detektora i szczegółów technicznych Anthropic zewnętrzni obserwatorzy nie mogą wiarygodnie ustalić, czy dane narzędzie rzeczywiście pokonało warstwę statystyczną, czy tylko usunęło niezwiązane z nią metadane, albo zmieniło tekst tak bardzo, że wynik detekcji stał się niejednoznaczny. Wczesne twierdzenia, że konkretny remover „działa” przeciwko Claude’owi, należy traktować jako niezweryfikowane, a nie jako potwierdzone wyniki techniczne.
To ograniczenie ma charakter strukturalny. Jeśli użytkownik może swobodnie zmieniać język, może też zakłócić wzorzec oparty na wnioskowaniu. Bardziej odporny znak może zmniejszyć liczbę wyników fałszywie negatywnych po zwykłym kopiowaniu czy edycji, ale nie zamieni zmiennego sygnału tekstowego w nienaruszalny łańcuch pochodzenia.
Artykuł 50 nakłada główny obowiązek maszynowego oznaczania na dostawców odpowiednich systemów AI, a w określonych sytuacjach przewiduje także dodatkowe obowiązki użytkowników wdrażających te systemy. Przepis koncentruje się na tym, aby syntetyczne wyniki były oznaczone i wykrywalne; nie wskazuje jednej obowiązkowej technologii.
Dostępne wytyczne UE nie stanowią również ogólnego, samodzielnego zakazu usuwania przez osoby trzecie oznaczeń z każdej treści. Uwzględniają zwykłą edycję, która nie zmienia w istotny sposób danych wejściowych ani ich znaczenia, i opisują ramy maszynowego oznaczania.
Nie oznacza to jednak, że usunięcie znaku jest w każdej sytuacji prawnie obojętne. Znaczenie mogą mieć umowy, regulaminy platform, przepisy dotyczące praw autorskich, oszustw i wprowadzania w błąd, zasady obowiązujące w pracy lub na uczelni, a także wymogi ujawniania informacji w konkretnych sektorach. Ostrożniejszy wniosek jest węższy: obowiązek oznaczania po stronie dostawcy wynikający z artykułu 50 nie gwarantuje technicznej trwałości znaku tekstowego i nie rozstrzyga wszystkich kwestii związanych z późniejszym wykorzystaniem treści.
Znak wodny Claude’a może w niektórych przypadkach ułatwić wykrycie udziału AI — zwłaszcza gdy oznaczony tekst zostanie skopiowany lub lekko zmieniony, a metadane pochodzenia pliku pozostaną nienaruszone. Nie jest jednak rozstrzygającym dowodem autorstwa, tożsamości, własności ani odpowiedzialności.
Wyścig narzędzi do usuwania tylko wzmacnia tę różnicę. Repozytorium może zebrać tysiące gwiazdek, zanim ktokolwiek będzie w stanie niezależnie sprawdzić jego deklaracje, szczególnie gdy detektor stojący za znakiem pozostaje prywatny. Dla wydawców, nauczycieli, firm i platform ważne pytanie nie brzmi więc wyłącznie: „Czy znak jest obecny?”. Trzeba również sprawdzić, jakie istnieją dowody, jak bardzo materiał został przekształcony, które informacje o pochodzeniu przetrwały i jakie zasady ujawniania obowiązują w danym przypadku.