Trump przekonywał, że było już za późno na całkowite odwołanie manewrów. Jednocześnie wyraźnie połączył skalę współpracy wojskowej na Półwyspie Koreańskim z odrębnym sporem dotyczącym stanowiska Seulu wobec amerykańskich operacji przeciwko Iranowi.
Dlatego decyzja wyglądała mniej jak element wynegocjowanej kontroli zbrojeń, a bardziej jak improwizowany sygnał polityczny. W 2018 r. Trump również przedstawiał wspólne ćwiczenia jako kosztowne i prowokacyjne ustępstwo, które mogło pomóc w kontaktach z Kimem. W 2026 r. dodatkowym czynnikiem stało się uzależnienie współpracy obronnej od kwestii niezwiązanej bezpośrednio z bezpieczeństwem Korei Południowej.
Ulchi Freedom Shield nie ograniczało się do klasycznych manewrów lądowych. Program obejmował także przygotowania do działań przeciwko dronom, zakłóceniom sygnału GPS i cyberatakom — zagrożeniom związanym ze zmieniającymi się zdolnościami Korei Północnej. W ćwiczeniach miało uczestniczyć około 18 tys. południowokoreańskich żołnierzy.
Wspólne ćwiczenia służą nie tylko sprawdzaniu taktyki na polu walki. Pozwalają sojusznikom przećwiczyć łączność, procedury dowodzenia, przerzut posiłków i współdziałanie w warunkach presji. Ograniczenie takich treningów może więc oznaczać mniej okazji do sprawdzania, czy obie armie potrafią działać razem w obliczu szybko zmieniającego się zagrożenia.
Timing decyzji był tym bardziej problematyczny, że Korea Północna rozwijała współpracę wojskową z Rosją i — według relacji przywoływanych w debacie o manewrach — czerpała doświadczenia ze współczesnych działań bojowych. Pjongjang wcześniej potępił planowane ćwiczenia jako bardziej prowokacyjne niż ubiegłoroczne i zapowiedział wzmocnienie odstraszania nuklearnego.
Pentagon początkowo przekazał niewiele informacji operacyjnych. Nie było jasne, co w praktyce oznacza „znaczące ograniczenie” amerykańskiego udziału. Ćwiczenia rozpoczęły się mimo decyzji Trumpa, ale niepewność co do ich zakresu sama w sobie stała się problemem dla planowania wojskowego.
Pierwsza reakcja władz Korei Południowej była ostrożna. Kancelaria prezydenta wyraziła nadzieję, że dobre relacje Trumpa z Kimem pomogą doprowadzić do rzeczywistego dialogu między Waszyngtonem a Pjongjangiem.
Później prezydent Lee Jae Myung połączył tę nadzieję dyplomatyczną z wezwaniem do większej samodzielności obronnej. Poparł rozwijanie niezależnych zdolności wojskowych, szybsze prace nad programem okrętów podwodnych o napędzie jądrowym oraz dokończenie przekazania Korei Południowej wojennego dowodzenia operacyjnego. Jednocześnie podtrzymał stanowisko, że ćwiczenia USA i Korei Południowej mają charakter obronny i nie są wymierzone w Pjongjang.
To nie musi być sprzeczność. Seul może popierać próbę wznowienia rozmów, a jednocześnie przygotowywać się na sytuację, w której amerykańskie zobowiązania bezpieczeństwa staną się mniej przewidywalne. Z decyzji Trumpa wynikał więc podwójny sygnał: warto zabiegać o dyplomację, ale nie należy całkowicie uzależniać obrony kraju od nagłych decyzji podejmowanych w Waszyngtonie.
Korea Północna nie zareagowała tak, jakby ograniczenie ćwiczeń stworzyło wystarczającą podstawę do negocjacji. Nawet po decyzji USA Pjongjang potępił Ulchi Freedom Shield jako bezpośrednie zagrożenie wojskowe i zapowiedział dalsze korzystanie z prawa do samoobrony.
To pokazuje podstawowy problem z takim ustępstwem. Stany Zjednoczone ograniczyły część aktywności, którą uważały za ważną dla odstraszania, ale nie pojawiła się żadna publicznie znana obietnica Korei Północnej dotycząca wstrzymania testów broni, ograniczenia programów wojskowych czy powrotu do rozmów o denuklearyzacji.
Analitycy oceniali, że Kim miał niewielką motywację do ponownego zaangażowania się w negocjacje, jeśli Waszyngton nie zaoferuje znacznie większych ustępstw — potencjalnie dotyczących sankcji, obecności wojsk USA albo politycznego statusu Korei Północnej.
Trump może oczywiście doprowadzić do kontaktu, jeśli jego sygnały i osobiste relacje z Kimem przyniosą odpowiedź. Kontakt nie jest jednak równoznaczny z porozumieniem. Samo ograniczenie ćwiczeń nie zapewniało ram negocjacyjnych, wzajemnych zobowiązań ani mechanizmu weryfikacji wykonania ustaleń.
Trump próbował uzyskać wąską korzyść dyplomatyczną: ograniczyć działanie, które Pjongjang regularnie przedstawia jako przygotowanie do wojny. Jednocześnie stworzył trzy szersze zagrożenia:
Decyzja powtórzyła więc logikę używania ćwiczeń jako dźwigni dyplomatycznej, ale w trudniejszym środowisku bezpieczeństwa. Mogła pokazać gotowość Trumpa do kontaktu z Kimem, lecz równocześnie skłoniła Seul do myślenia o większej autonomii wojskowej i nie dała Pjongjangowi wyraźnego powodu, by rezygnować ze zdolności, które uznaje za kluczowe dla własnego bezpieczeństwa.
Najważniejsza lekcja nie brzmi, że dyplomacja i gotowość wojskowa wzajemnie się wykluczają. Ograniczenie ćwiczeń może wspierać rozmowy wtedy, gdy jest częścią wzajemnego i możliwego do zweryfikowania procesu. Znacznie trudniej oczekiwać takiego efektu, gdy decyzja przychodzi nagle, zostaje powiązana z odrębnym sporem politycznym, a największą natychmiastową korzyść otrzymuje tylko jedna strona.