Najbardziej drażliwe tematy pozostały jednak poza rozstrzygnięciem. Rozdział dotyczący rolnictwa w ogóle nie został otwarty, a rozmowy o rybołówstwie zatrzymały się jeszcze przed rozpoczęciem zasadniczych negocjacji.
Dla Islandii nie są to techniczne szczegóły. Kontrola nad zasobami rybnymi, ochrona rolnictwa, swoboda prowadzenia polityki gospodarczej oraz obawa przed przyjmowaniem unijnych reguł dotykają kwestii suwerenności.
Otoczenie geopolityczne wyraźnie się zmieniło. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie, rosnąca rywalizacja w Arktyce i na północnym Atlantyku oraz pytania o wiarygodność Stanów Zjednoczonych wzmocniły argumenty zwolenników bliższego związania Islandii z Europą.
Do debaty włączyła się także kwestia Grenlandii. Amerykańska presja i wypowiedzi dotyczące tego strategicznie położonego terytorium należącego do Danii przypomniały o znaczeniu i podatności na napięcia obszaru obejmującego Grenlandię, Islandię, Wielką Brytanię i północny Atlantyk.
Islandia jest już członkiem NATO. Zwolennicy członkostwa w UE twierdzą jednak, że Unia mogłaby zapewnić dodatkową wagę polityczną i gospodarczą obok sojuszu wojskowego. Przeciwnicy odpowiadają, że za bezpieczeństwo odpowiada przede wszystkim NATO, a nie UE.
Geopolityka nie przesłoniła jednak codziennych problemów. W kampanii nadal najważniejsze są rybołówstwo, ceny, stabilność waluty i zakres narodowej kontroli nad gospodarką.
Dostępne badania wskazują na większe poparcie dla samego przeprowadzenia referendum i poznania warunków ewentualnego porozumienia niż dla bezwarunkowego członkostwa w UE. Europejski Parlament odnotowuje większościowe poparcie dla głosowania w sprawie rozpoczęcia rozmów, ale opinia na temat samego członkostwa pozostaje podzielona.
To ważna różnica: część wyborców może poprzeć „tak” dla negocjacji, nie deklarując jeszcze zgody na wejście do Unii. Drugie referendum byłoby zabezpieczeniem, ponieważ pozwoliłoby ocenić rzeczywisty pakiet wynegocjowanych warunków — w tym rozwiązania dotyczące rybołówstwa — zamiast głosować nad abstrakcyjną wizją członkostwa.
Najostrożniejszy wniosek jest taki, że wynik pozostaje otwarty. Nie ma wystarczających podstaw, by sprowadzać nastroje społeczne do jednej rozstrzygającej liczby: sondaże różnią się między innymi ze względu na sposób sformułowania pytania i uwzględnianie osób niezdecydowanych.
Dzięki Europejskiemu Obszarowi Gospodarczemu (EOG) Islandia uczestniczy w znacznej części jednolitego rynku UE i stosuje dużą część związanych z nim unijnych przepisów, w tym zasady swobodnego przepływu osób.
Kraj należy również do strefy Schengen, co umożliwia podróżowanie bez kontroli paszportowej między państwami obszaru.
EOG nie obejmuje jednak wspólnej polityki rolnej ani wspólnej polityki rybołówstwa UE. Islandia nie należy też do unii celnej ani do wspólnej polityki handlowej, nie wybiera posłów do Parlamentu Europejskiego i nie wskazuje unijnego komisarza. Nie ma zatem formalnego głosu w procesie stanowienia prawa UE, mimo szerokiego dostępu do jednolitego rynku.
Pełne członkostwo oznaczałoby co do zasady reprezentację i prawa głosu w instytucjach UE, udział w unijnym budżecie, objęcie wspólną polityką handlu zagranicznego oraz stosowanie wspólnej polityki rolnej i wspólnej polityki rybołówstwa.
Zwolennicy twierdzą, że Islandia już dziś przyjmuje wiele unijnych regulacji za pośrednictwem EOG, ale nie ma bezpośredniego wpływu na ich uchwalanie. Członkostwo mogłoby więc zamienić pozycję „biorcy reguł” na reprezentację i możliwość współdecydowania.
Wskazują także na korzyści z przynależności do większej wspólnoty politycznej i bardziej przewidywalnych ram gospodarczych w czasie rosnącej niepewności na północnym Atlantyku. Ich zdaniem negocjacje mogłyby wypracować rozwiązania uwzględniające specyfikę islandzkiej gospodarki.
Najważniejszy argument proceduralny brzmi: tylko negocjacje pokażą, jakie byłyby rzeczywiste warunki członkostwa — dotyczące rybołówstwa, rolnictwa, waluty i składki do unijnego budżetu. Dopiero na tej podstawie wyborcy mogliby podjąć ostateczną decyzję.
Przeciwnicy odpowiadają, że Islandia już korzysta z najważniejszego gospodarczego atutu — dostępu do jednolitego rynku — bez ponoszenia pełnych politycznych kosztów członkostwa. Obawiają się między innymi wpłaty netto do unijnego budżetu oraz ograniczenia swobody prowadzenia własnej polityki gospodarczej i regulacyjnej.
Podkreślają również, że po wejściu do UE Islandia straciłaby możliwość samodzielnego negocjowania części umów handlowych, ponieważ handel zewnętrzny należy do kompetencji Unii.
Rolnicy obawiają się silniejszej konkurencji ze strony importu z państw UE oraz presji na krajowe mechanizmy ochronne. To pomaga wyjaśnić, dlaczego rolnictwo nie zostało otwarte podczas pierwszej rundy negocjacji akcesyjnych.
Największy sprzeciw dotyczy jednak rybołówstwa. Zasoby morskie mają dla Islandii ogromne znaczenie gospodarcze i symboliczne. Krytycy twierdzą, że członkostwo we wspólnej polityce rybołówstwa mogłoby przenieść ustalanie kwot i zasad dostępu do łowisk na poziom unijny, zamiast pozostawić je pod wyłączną kontrolą Islandii.
Makrela stała się skrótem całego ryzyka związanego z unijną polityką rybołówstwa. Zmiany w rozmieszczeniu stad i wynikające z nich spory o kwoty połowowe sprawiły, że właśnie ten gatunek stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w relacjach Islandii z UE podczas wcześniejszych negocjacji.
Przeciwnicy obawiają się, że unijne jednostki mogłyby uzyskać dostęp do islandzkich łowisk, a samodzielnie ustalane przez Reykjavik limity połowowe zostałyby ograniczone przez wspólną politykę rybołówstwa. Zwolennicy odpowiadają, że negocjacje mogłyby doprowadzić do okresów przejściowych lub specjalnych zabezpieczeń. To jednak cel negocjacyjny, a nie gwarancja.
Minister spraw zagranicznych Islandii Þorgerður Katrín Gunnarsdóttir stwierdziła, że w każdym porozumieniu Islandia domagałaby się „suwerennej kontroli nad całym rybołówstwem”.
Rząd Islandii przedstawia referendum jako dwuetapowy proces demokratyczny: najpierw wyborcy wyrażą zgodę na rozmowy, a później zdecydują o ewentualnym, wynegocjowanym porozumieniu akcesyjnym.
Proeuropejscy politycy podkreślają, że głos na „tak” nie jest nieodwracalną decyzją o członkostwie. Eurosceptycy odpowiadają, że samo wznowienie rozmów stworzy polityczny impet i wystawi najważniejsze interesy kraju na negocjacje.
Komisarz UE ds. rozszerzenia Marta Kos mówiła, że podczas negocjacji można znaleźć „kreatywne rozwiązania” w sprawie rybołówstwa. Nie złożyła jednak przed rozpoczęciem rozmów obietnicy spełnienia islandzkich żądań.
Bruksela publicznie zachowuje ostrożność i chce uniknąć wrażenia ingerowania w islandzką kampanię. Unijni urzędnicy widzą jednak w pozytywnym wyniku potencjalnie ważny sukces procesu rozszerzenia — w czasie, gdy postępy w innych państwach kandydujących są trudne.
Formalnie pytanie dotyczy tylko powrotu do stołu negocjacyjnego. W praktyce wyborcy zdecydują, czy Islandia ma ponownie rozpocząć rozmowę o kompromisie między dostępem do europejskiego rynku i większym wpływem politycznym a kontrolą nad rybołówstwem, rolnictwem i własną polityką gospodarczą.
Dlatego wynik nie będzie jeszcze odpowiedzią na pytanie „Islandia w UE czy poza nią?”. Będzie odpowiedzią na pytanie, czy Islandczycy chcą poznać warunki, na jakich taka decyzja mogłaby w przyszłości zostać podjęta.