Kenijska Agencja Kosmiczna (Kenya Space Agency) uznała, że to najprawdopodobniej pierścień separacyjny z pojazdu nośnego, czyli element konstrukcji rakiety, który podczas ponownego wejścia w atmosferę powinien spłonąć . Tym razem jednak dotarł na powierzchnię niemal w całości.
Mieszkańcy mówili, że uderzenie było „głośniejsze niż grzmot”, a John Mukunuu wspominał, że ludzie myśleli: „to koniec świata” . Początkowo kenijska agencja określiła zdarzenie jako „odosobniony przypadek”. Śledztwo „The New York Times” sugeruje jednak, że problem jest znacznie szerszy .
Na orbicie okołoziemskiej znajduje się dziś ogromna liczba pozostałości po rakietach, nieczynnych satelitach i innych misjach kosmicznych:
Globalna liczba startów wzrosła w przybliżeniu czterokrotnie, co zwiększa zarówno ilość odpadów pozostających na orbicie, jak i liczbę obiektów, które ostatecznie wracają na Ziemię .
Ponowne wejście obiektu w atmosferę nie przebiega według łatwej do wyznaczenia trasy. Na jego zachowanie wpływają między innymi warunki atmosferyczne, orientacja satelity oraz zmiany gęstości atmosfery. W praktyce dokładne określenie miejsca upadku często staje się możliwe dopiero kilka minut przed uderzeniem.
Ostrzeżenia mogą więc obejmować bardzo rozległy obszar albo pojawić się zbyt późno, by mieszkańcy i lokalne służby mogli realnie zareagować .
Upadek fragmentu w Mukuku zarejestrował sejsmometr oddalony o około 80 km od miejsca zdarzenia. Według autorów badania był to prawdopodobnie pierwszy znany przypadek uderzenia kosmicznych śmieci odnotowanego przez instrument sejsmiczny . Nikt nie został ranny i nie zgłoszono poważnych szkód, ale obiekt podobnej wielkości, który spadłby w gęsto zaludnionym miejscu — na przykład w Nairobi — mógłby mieć poważne konsekwencje .
Międzynarodowe prawo kosmiczne, w tym Konwencja o odpowiedzialności z 1972 r., przewiduje odpowiedzialność państw wypuszczających obiekty kosmiczne za szkody wyrządzone przez te obiekty. Przepisy powstały jednak w czasach, gdy starty były rzadsze i niemal wyłącznie organizowały je państwa. Nie uwzględniają obecnej skali ruchu orbitalnego ani rosnącej roli prywatnych firm, takich jak SpaceX .
Największa luka jest wymowna: żadne państwo nie uzyskało dotąd skutecznie odszkodowania za uderzenie kosmicznych śmieci . Poszkodowani musieliby pokonać wysoką barierę dowodową i wykazać odpowiedzialność konkretnego podmiotu. Dla biedniejszych państw dodatkowym problemem jest brak pieniędzy i zaplecza potrzebnego do monitorowania ostrzeżeń, prowadzenia postępowania oraz dochodzenia roszczeń na forum międzynarodowym .
Po incydencie w Mukuku nie wypłacono odszkodowania ani nie przedstawiono formalnego przyznania odpowiedzialności. Pierścień pozostaje w posiadaniu Kenijskiej Agencji Kosmicznej, a pytanie o to, kto go wystrzelił i kto powinien zapłacić, nadal pozostaje bez odpowiedzi .
Analizy naukowe i prawnicze wskazują, że obecne przepisy są zbyt mało elastyczne, by skutecznie rozdzielać odpowiedzialność za usuwanie kosmicznych śmieci . Jedna z propozycji zakłada utworzenie międzynarodowego funduszu finansowanego niewielką coroczną opłatą zależną od masy satelitów. Zgromadzone środki mogłyby służyć wypłacie odszkodowań, bez konieczności każdorazowego udowadniania winy — co byłoby szczególnie istotne dla państw rozwijających się .
Większość kosmicznych odpadów spala się w atmosferze albo wpada do oceanów. Nie wszystkie kończą jednak w bezpieczny sposób. Fragment SpaceX uderzył w dom na Florydzie, chiński satelita rozpadł się nad Wyspami Kanaryjskimi, a tak zwane „kosmiczne kule” znaleziono na australijskich plażach .
Ryzyko może dotknąć każdego, ale społeczności w krajach rozwijających się są szczególnie narażone. Często mają mniejsze możliwości śledzenia obiektów, ochrony mieszkańców i wywierania presji na operatorów lub państwa odpowiedzialne za starty .
Federalna Administracja Lotnictwa USA (FAA) prognozuje, że do 2035 r. spadające kosmiczne odpady mogą wiązać się z oczekiwaniem 0,6 ofiary rocznie. Byłby to pierwszy federalny model przypisujący komercyjnym satelitom konkretną prognozę ryzyka śmiertelnego .
Sytuację może dodatkowo pogorszyć zmiana warunków w atmosferze. Badacze z MIT ustalili, że wysoki poziom emisji gazów cieplarnianych wpływa na orbity satelitów. Osłabia to naturalny mechanizm, który pomaga „oczyszczać” orbitę, sprowadzając obiekty z powrotem ku Ziemi — a w efekcie może prowadzić do dalszego gromadzenia się odpadów w przestrzeni kosmicznej .
Przypadek Mukuku pokazuje więc nie tylko, że kosmiczne śmieci potrafią spaść w nieoczekiwanym miejscu. Pokazuje również, że świat dysponuje coraz większą liczbą obiektów na orbicie, lecz wciąż nie ma jasnego, skutecznego systemu, który odpowiadałby na najprostsze pytanie: kto płaci, gdy niebo spada na ziemię?