Prezydent Wołodymyr Zełenski potępił rosyjski ostrzał, ale przyznał również, że organizacja takiego wydarzenia w warunkach wojennych — zwłaszcza w miejscu, którego lokalizacja mogła być znana — była poważnym błędem. Władze zapowiedziały postępowanie karne mające wyjaśnić zarówno okoliczności ataku, jak i kwestie związane z organizacją wydarzenia.
Tego samego dnia w Słowiańsku w obwodzie donieckim zginęło pięciu cywilów, a dziewięciu zostało rannych. W obwodzie sumskim rosyjski atak dronowy zabił trzech pracowników poczty. Łącznie w potwierdzonych atakach w Ukrainie 24 lipca zginęło co najmniej 15 osób.
Początkowo Zełenski poinformował, że w obwodzie kijowskim trwa akcja ratunkowa po rosyjskim ataku rakietowym. Potwierdził, że w ostrzelanym miejscu znajdowali się przedstawiciele ukraińskiego przemysłu obronnego, a wśród poszkodowanych są zabici i ranni.
W późniejszym wystąpieniu prezydent stwierdził, że wydarzenie „zdecydowanie nie powinno było się tam odbywać”. Dodał: „W czasie wojny, z takim wrogiem, nie można organizować wystaw broni”. Jednocześnie jednoznacznie przypisał odpowiedzialność za sam atak Rosji, mówiąc: „Przyczyną tego ataku są oczywiście rosyjskie pociski — nic poza rosyjskim terrorem”.
Zełenski zapowiedział wszczęcie postępowania karnego w sprawie ataku i okoliczności organizacji wystawy. W obwodzie kijowskim 25 lipca ogłoszono dniem żałoby.
Atak na wystawę nie był odosobnionym wydarzeniem. Nastąpił w okresie intensyfikacji rosyjskich uderzeń rakietowych i dronowych na miasta oraz infrastrukturę Ukrainy.
Wydarzenia z 24 lipca pokazują dwa równoległe problemy: rosnącą skalę rosyjskich ataków z powietrza oraz konieczność zaostrzania zasad bezpieczeństwa przy organizacji wydarzeń związanych z obronnością. W dostępnych relacjach nie ma jednak jednoznacznego potwierdzenia, że sama wystawa była oficjalnie wskazanym celem rosyjskiego ataku; ukraińskie władze mówiły o trafieniu w miejsce, w którym zgromadzili się przedstawiciele przemysłu obronnego.