Atak spowodował pożary i rozległe zniszczenia w kilku częściach miasta. W dzielnicy podolskiej częściowo zniszczony został budynek mieszkalny — zawalił się fragment elewacji między piątym a dziewiątym piętrem . Władze informowały również o uszkodzeniach innych bloków mieszkalnych i obiektów użyteczności publicznej .
Skala zniszczeń była szczególnie dotkliwa, ponieważ 6 lipca nastąpił zaledwie cztery dni po jednym z najcięższych rosyjskich ataków na Kijów w 2026 roku. W nocy z 1 na 2 lipca Rosja miała wystrzelić 74 rakiety i wysłać 496 dronów. Atak zabił co najmniej 30 osób, ranił dziesiątki kolejnych i uszkodził około 130 budynków . Według ukraińskich informacji zniszczenia i uszkodzenia odnotowano w ponad 30 lokalizacjach, a ucierpiało ponad 20 budynków mieszkalnych .
Rosyjskie uderzenia objęły także infrastrukturę energetyczną. W kilku miejscowościach doszło do przerw w dostawach energii elektrycznej i wody; przedsiębiorstwa energetyczne zapowiadały szybkie usuwanie awarii .
Atak wpisywał się w trwającą w 2026 roku kampanię przeciwko ukraińskiej sieci energetycznej. Wcześniejsze rosyjskie uderzenie z 29 listopada 2025 roku pozbawiło prądu ponad 600 tys. gospodarstw domowych w rejonie Kijowa, w tym ponad 500 tys. odbiorców w samej stolicy .
Kilka godzin przed rozpoczęciem ataku prezydent Wołodymyr Zełenski ostrzegł, że rosyjskie siły przygotowują kolejne masowe uderzenie na stolicę . Ostrzeżenie pojawiło się po śmiertelnym ataku z 2 lipca, co zwiększyło obawy, że Rosja będzie kontynuować serię zmasowanych nalotów na Kijów.
Ostrzał nastąpił w przeddzień 36. szczytu NATO, zaplanowanego na 7–8 lipca w Ankarze. W spotkaniu mieli uczestniczyć przywódcy państw Sojuszu, w tym prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer .
Jednym z głównych tematów szczytu miały być wydatki obronne, podział obowiązków między sojusznikami, zwiększenie produkcji uzbrojenia oraz dalsze wsparcie wojskowe dla Ukrainy . Zbieg dat sprawił, że atak był postrzegany nie tylko jako uderzenie na ukraińską stolicę, lecz także jako sygnał wysłany państwom NATO przed ich spotkaniem .
W związku z rosyjskimi atakami NATO poderwało samoloty bojowe. Polska również uruchomiła lotnictwo wojskowe i podniosła gotowość systemów obrony powietrznej; działania miały charakter prewencyjny, a ich celem było monitorowanie sytuacji w pobliżu polskiej przestrzeni powietrznej .
W dniach poprzedzających szczyt polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ostrzegał, że Rosja może próbować zorganizować prowokację typu „false flag” przeciwko Polsce lub innemu państwu NATO. Chodzi o operację, w której sprawca próbuje upozorować atak tak, aby stworzyć pretekst do dalszych działań zbrojnych .
Sikorski mówił także, że nie można wykluczyć rosyjskiej operacji mającej uzasadnić atak na państwo Sojuszu . Według doniesień medialnych Stany Zjednoczone ostrzegały Warszawę przed możliwością rosyjskiej „prowokacji” wymierzonej w Polskę i mającej sprawdzić, jak NATO zareagowałoby na taki incydent . Były to ostrzeżenia dotyczące potencjalnego scenariusza, a nie potwierdzenie, że taki atak już nastąpił.
Projekt deklaracji zaakceptowany przez ambasadorów NATO, a następnie opisany przez Reutersa, przewidywał kilka istotnych zobowiązań. Dokument miał zostać ostatecznie zatwierdzony przez przywódców podczas szczytu, dlatego jego treść mogła jeszcze ulec zmianie .
Najważniejsze zapowiadane elementy obejmowały:
Art. 5 oznacza, że zbrojny atak na jednego członka NATO jest traktowany jako atak na cały Sojusz. Nie oznacza to jednak automatycznego, identycznego działania wojskowego wszystkich państw — każde z nich podejmuje działania, które uzna za konieczne.
Ataki z 2 i 6 lipca były częścią szerszego nasilenia rosyjskich uderzeń powietrznych. W pierwszej połowie roku rakiety i drony wielokrotnie atakowały m.in. Kijów, Charków i Dniepr, powodując ofiary cywilne oraz uszkodzenia infrastruktury .
13 stycznia Rosja przeprowadziła kolejne duże uderzenie na ukraińską infrastrukturę energetyczną — drugie w ciągu czterech dni. Według ukraińskich władz użyto wówczas niemal 300 dronów, 18 rakiet balistycznych i siedmiu rakiet manewrujących . Częstotliwość i skala takich ataków należały do największych od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji.
W tym samym okresie Ukraina zwiększyła liczbę ataków dronowych na rosyjskie rafinerie, porty i terminale naftowe. Były to działania prowadzone daleko od linii frontu.
Kijów przedstawia te działania jako próbę ograniczenia dostaw paliwa dla rosyjskich wojsk oraz uderzenia w ważny sektor eksportowy Rosji . Moskwa z kolei potępia ataki na swoje obiekty energetyczne. Informacje o skali szkód i wpływie na rosyjskie zdolności rafineryjne pochodzą w wielu przypadkach od stron konfliktu lub źródeł branżowych, dlatego część szczegółów pozostaje trudna do niezależnego zweryfikowania.
Atak z 6 lipca był zmasowanym rosyjskim uderzeniem rakietowym i dronowym na Kijów oraz okolice. Zginęło co najmniej osiem osób, a późniejsze raporty podniosły bilans do dziewięciu; uszkodzone zostały budynki mieszkalne i infrastruktura energetyczna. Ostrzał nastąpił dzień przed szczytem NATO w Ankarze i po ostrzeżeniu Zełenskiego o nadchodzącym ataku.
Polska oraz NATO podniosły gotowość wojskową, a w projekcie deklaracji Sojuszu znalazły się zapowiedzi dalszej pomocy dla Ukrainy o wartości 70 mld euro rocznie. Równocześnie Ukraina kontynuowała ataki na rosyjską infrastrukturę naftową, które — według cytowanych analiz — pogłębiały problemy Rosji z produkcją i dystrybucją paliw.