Doniesienia prasowe relacjonujące to przemówienie podkreślały, że uwagi Kimmitta były „zawoalowanym atakiem” na Pekin, powielającym wieloletnie argumenty amerykańskiego rządu opisujące chińskie praktyki handlowe jako fundamentalnie zakłócające globalne rynki.
Kimmitt był równie bezpośredni w kwestii porażek Waszyngtonu, argumentując, że problemem nie jest tylko zachowanie zagranicy, ale reakcja amerykańskich urzędników na nie:
Ta samokrytyka stanowiła znaczące odejście od zwykłej jednostronnej krytyki Chin. Jak ujął to jeden z komentarzy, Kimmitt „obwinił amerykańskich przywódców za doprowadzenie do upadku przemysłu”, twierdząc, że „spali za kierownicą o wiele za długo”.
Kimmitt przedstawił te krytyki w ramach szerszego argumentu za nowym podejściem do amerykańskiej polityki gospodarczej, które nazwał „Trade Over Aid”. Podkreślił, że narody nie stają się zamożne dzięki trwałemu uzależnieniu od pomocy, ale poprzez produkcję, handel, budowanie, inwestycje, innowacje i konkurencję. Zastrzegł jednak, by nie odrzucać prostej wiary w to, że samo poszerzenie dostępu do rynku rozwiąże problem – argumentował, że stara wiara w sam wolnorynkowy handel okazała się „niewystarczająca i nierozsądna” w obliczu partnerów handlowych, którzy systematycznie zakłócają rynki.
Przemówienie Kimmitta odzwierciedla trwającą w Waszyngtonie dwupartyjną frustrację. Przesłuchania kongresowe przez ostatnie dwie dekady wielokrotnie podkreślały te same obawy: państwowy model chińskiego rządu, nieskuteczność mechanizmów WTO w walce z nieuczciwymi praktykami oraz erozję amerykańskiego potencjału produkcyjnego. Tym, co wyróżniało wystąpienie Kimmitta, było wyraźne przyznanie, że porażki amerykańskiej polityki – a nie tylko zachowanie Chin – są częścią problemu.
Przemówienie pozycjonuje politykę handlową administracji (Bidena lub post-Bidena) jako wytyczanie środka drogi: bezpośrednio konfrontować się z zakłóceniami w handlu, ale także wziąć odpowiedzialność za odbudowę własnej bazy przemysłowej USA. Pytanie pozostaje, czy ta podwójna krytyka przełoży się na konkretne zmiany polityczne, czy pozostanie retorycznym uznaniem problemów diagnozowanych od dziesięcioleci.
Comments
0 comments