Jego profil na Instagramie, będący papierkiem lakmusowym globalnego współczucia, wystrzelił w kilka godzin po meczu z około 50 tysięcy obserwujących do ponad 2 milionów .
Historia Vozinhi to nie odosobniony przypadek, a jedynie ludzka twarz systemowego załamania. Problemy sięgają daleko poza jedną rodzinę i uderzają w logistykę samego turnieju.
Skala wykluczenia wywołała lawinę pytań do prezydenta FIFA, Gianniego Infantino, podczas jego przedturniejowej konferencji prasowej w Mexico City. Jego odpowiedź stała się jednym z najgłośniejszych punktów zapalnych całego mundialu.
Infantino jednoznacznie zbagatelizował wagę problemów. „To, co spotkało sędziego z Somalii, jest niefortunne, ale nie możemy kontrolować wszystkiego” – powiedział. „Czasami trzeba po prostu odpuścić” . Poszedł nawet o krok dalej, sugerując krytykom, że czasem lepiej „wyluzować i odpuścić” w obliczu tych kłopotów
.
Zrzucając z siebie odpowiedzialność, Infantino oświadczył, że FIFA nie może dyktować rządowi kraju-gospodarza, kogo ma wpuszczać na swoje terytorium. Ustawił organizację w roli zwykłego podmiotu sportowego, który musi respektować suwerenne decyzje imigracyjne . „Nie jesteśmy królami świata” – podkreślił
.
Zapytany wprost, czy żałuje przyznania praw do organizacji turnieju Stanom Zjednoczonym, biorąc pod uwagę zaistniałe warunki, Infantino był bezpośredni. „Nie żałuję” – odparł. „Znam świat organizacji wydarzeń tak dobrze i oczywiście, że są problemy... Zawsze robimy, co w naszej mocy” .
Ta postawa wywołała ostrą krytykę ze strony organizacji broniących praw człowieka, kibiców i mediów. Szczególnie że FIFA w tym samym czasie mierzyła się z naciskami ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie obaw dotyczących praw człowieka w kontekście imigracji . Retoryka organizacji o „jednoczeniu świata” zderzyła się czołowo z obrazami płaczącego piłkarza, którego matki nie było stać na wjazd do kraju-organizatora, oraz sędziego, któremu fizycznie uniemożliwiono wykonywanie pracy.
Comments
0 comments