Zdaniem Soha, chińscy producenci będą skłonni wyeksportować do Europy wyłącznie ten środkowy element – samą fabrykę i proces produkcyjny . Dwa pozostałe filary, kluczowe dla długoterminowej konkurencyjności, pozostaną w Chinach.
„Więc to tak, jak z Niemcami i Francją 30 lat temu. Chiny rozważą, co zatrzymać w kraju, a co uprzemysłowić gdzie indziej” – powiedział Soh, kreśląc historyczną paralelę
.
W jego ocenie Europa, żądając transferu technologii, może „rozwiązywać wczorajszy problem” – zyska miejsca pracy w produkcji, ale nie zdobędzie wiedzy, która pozwoliłaby jej samodzielnie rozwijać kolejne generacje samochodów elektrycznych .
Sceptycyzm Soha nie jest odosobniony. Analitycy z unijnego Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem (EUISS) odnotowują, że Pekin z determinacją dąży do przekształcenia Chin w „samowystarczalną fortecę” technologiczną, jednocześnie uzależniając resztę świata od chińskich fabryk . Firmy bateryjne i motoryzacyjne mają silną motywację polityczną i biznesową, by nie wysyłać za granicę swoich „klejnotów koronnych”
. Taka postawa stoi w fundamentalnej sprzeczności z unijną koncepcją „odwróconego Deng Xiaopinga”.
Europa ma zresztą świeże doświadczenia w tym zakresie. Gdy europejskie koncerny decydowały się na partnerstwa z chińskimi firmami, strumień wiedzy płynął w przeciwnym kierunku niż zakładano. Sztandarowym przykładem jest przejęcie Volvo Cars przez Geely, które posłużyło do szybkiego nadrobienia dystansu technologicznego przez chińską stronę, a nie odwrotnie .
Pomimo strategicznych rozbieżności, chińska obecność produkcyjna w Europie będzie rosła – ale na warunkach dyktowanych przez producentów z Państwa Środka. Proces ten już trwa:
W każdym z tych przypadków Europa zyskuje miejsca pracy i nowoczesne zakłady przemysłowe, rozwiązując po części problem niewykorzystanych mocy produkcyjnych starych fabryk . Jednak zgodnie z diagnozą Soha Weiminga, są to fabryki operacyjne, a nie centra badawczo-rozwojowe zdolne do fundamentalnych innowacji.
Dla europejskiego przemysłu oznacza to konieczność przewartościowania celów. Zamiast liczyć na przejęcie chińskiej własności intelektualnej, być może skuteczniejszą strategią – co sugeruje choćby były prezes EADS Louis Gallois – byłoby tworzenie dziesiątek partnerskich przedsięwzięć, które pozwolą uczyć się chińskich metod organizacji pracy, szybkiego prototypowania i zarządzania łańcuchem kosztów . To właśnie te umiejętności, a nie surowa technologia, mogą stanowić realną wartość w nadchodzących latach.
Comments
0 comments