Argumentacja inwestorów, uderzająca w coraz głośniejsze postulaty niektórych polityków i branż, opiera się na trzech filarach.
1. ETS to podstawa pewności inwestycyjnej.
Transformacja przemysłu ciężkiego – stalowego, cementowego, chemicznego – wymaga gigantycznych, długoterminowych nakładów kapitałowych. Silny i przewidywalny sygnał cenowy z rynku uprawnień do emisji jest fundamentem każdego biznesplanu w tych sektorach. Jego podważenie z dnia na dzień zniszczyłoby argumentację inwestycyjną dla technologii, które mają zapewnić Europie konkurencyjność w przyszłości .
2. Obwinianie ETS jest błędem merytorycznym.
Dowody są jednoznaczne: główną presję kosztową na europejski przemysł wywierają wysokie ceny energii z paliw kopalnych, a nie opłaty za emisję CO2 . Opinia publiczna często myli te dwie kwestie, jednak dla ekspertów wina systemu ETS za drożyznę energetyczną jest po prostu nieprawdziwa. Wskazywanie na politykę klimatyczną jako głównego winowajcę jest „nie tylko merytorycznie błędne, ale też przeciwskuteczne”
.
3. Zaufanie rynkowe jest już nadszarpnięte.
Cena uprawnień EUA dramatycznie spadła z 90 euro w styczniu 2026 roku do zaledwie 67 euro w marcu 2026 roku. To bezpośredni efekt politycznych sygnałów o możliwym wycofaniu się z ambitnej polityki ETS . Dla inwestorów taka zmienność, wywołana nie przesłankami fundamentalnymi, a politycznymi spekulacjami, jest sygnałem ostrzegawczym i podnosi koszt kapitału dla wszystkich zielonych projektów.
Gra toczy się o konkretne pieniądze i konkretne projekty:
Inwestorzy, wspólnie z ponad setką firm i stowarzyszeń branżowych, są zgodni: ETS nie jest przyczyną erozji konkurencyjności Europy. Prawdziwe problemy leżą gdzie indziej :
Jak obrazowo podsumowuje oświadczenie: „Zamiast skupiać się na strukturalnych przyczynach erozji gospodarczej – wyższych cenach energii ustalanych przez paliwa kopalne, niewystarczającej infrastrukturze i powolnym wydawaniu pozwoleń – niektórzy błędnie celują w ETS” .
Comments
0 comments