Dla branży, która jeszcze niedawno cieszyła się perspektywą rekordowego zysku, to prawdziwy szok. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) już musiało zweryfikować swoje optymistyczne prognozy – globalna przepustowość, zamiast rosnąć o ponad 5%, wzrosła w marcu zaledwie o 3,3% rok do roku, a kolejne cięcia są nieuniknione . Oto jak poszczególne grupy reagują na ten bezprecedensowy kryzys, który może wpłynąć również na wakacyjne plany Polaków.
Pierwszą i najbardziej widoczną dla pasażerów reakcją są powszechne podwyżki cen biletów i dopłaty paliwowe. Swoje cenniki skorygowały już m.in. australijski Qantas, skandynawski SAS, Air New Zealand, Cathay Pacific, AirAsia i Thai Airways, bezpośrednio wskazując na drastyczny wzrost kosztów paliwa .
Drugim istotnym działaniem jest zmiana tras i odwoływanie połączeń. Przewoźnicy omijają strefy konfliktu, co wydłuża loty, generuje dodatkowe koszty, a w skrajnych przypadkach prowadzi do całkowitego zawieszenia nierentownych tras .
Sytuacja nie jest jednakowa dla wszystkich. Częściową ochronę zapewnia hedging paliwowy. Linie, które wcześniej zabezpieczyły ceny paliwa w kontraktach terminowych, są teraz w lepszej sytuacji. Te, które są zdane na ceny spot, ponoszą pełen ciężar kryzysu, a wiele rejsów zarezerwowanych przed wybuchem wojny przynosi straty przy każdym starcie .
Wszystko to prowadzi do cięć przepustowości, co oznacza, że w szczycie letniego sezonu dostępnych będzie mniej miejsc w samolotach, szczególnie na dalekich trasach międzynarodowych .
W odpowiedzi na kryzys Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) przeprowadziła największą w historii operację uwolnienia rezerw strategicznych. W marcu państwa członkowskie, w tym Polska jako sojusznik, zgodziły się oddać na rynek ponad 400 milionów baryłek ropy i paliw .
Stany Zjednoczone, jako największy gracz, ogłosiły uwolnienie 172 milionów baryłek ze Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej (SPR), a następnie uruchomiły co najmniej trzy dodatkowe transze pożyczek dla rafinerii, liczone w dziesiątkach milionów baryłek . Ministrowie finansów G7 odbyli nadzwyczajne rozmowy z IEA, aby skoordynować te działania na niespotykaną dotąd skalę .
Mimo to IEA ostrzega, że to rozwiązanie ma charakter pomostowy. Europa zdołała zastąpić jedynie około 50% dostaw paliwa lotniczego utraconych z Bliskiego Wschodu, a zapasy na Starym Kontynencie topnieją w zastraszającym tempie . Szef IEA przyznał wprost, że Europie może zostać zaledwie sześć tygodni zapasów paliwa lotniczego . Z kolei Rada Międzynarodowych Portów Lotniczych Europy (ACI Europe) zaalarmowała Komisję Europejską, że fizyczne niedobory mogą rozpocząć się już na początku maja .
Głosy płynące ze świata finansów są alarmujące. Agencja ratingowa S&P Global Ratings ostrzegła, że ratingi kredytowe linii lotniczych mogą zostać obniżone, jeśli ceny paliwa utrzymają się na wysokim poziomie przez dłuższy czas . Podobne sygnały wysłała agencja Fitch Ratings .
Na rynku pojawiają się też czarne scenariusze. Analitycy prognozują, że dwie lub trzy europejskie linie lotnicze mogą zbankrutować, jeśli kryzys potrwa do lata . Jeszcze bardziej ponura jest prognoza Natashy Kanevy, analityczki JPMorgan. Ostrzega ona, że zapasy ropy w krajach OECD mogą osiągnąć "poziom stresu operacyjnego" już na początku czerwca, a we wrześniu spaść do "minimum operacyjnego", czyli poziomu niezbędnego do podstawowego funkcjonowania rurociągów, zbiorników i terminali. To byłby punkt krytyczny dla całego globalnego systemu .
Kryzys zagraża szczytowi sezonu urlopowego. Przedwojenne prognozy zysków IATA są już nieaktualne, a zamiast powiększania siatki połączeń, linie tną koszty i przepustowość . Dla pasażerów oznacza to przede wszystkim:
Ostateczny rozwój sytuacji zależy od tego, czy i kiedy Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta dla swobodnego transportu. Bez tego, strategiczne rezerwy są tylko tymczasową podporą, a ryzyko fizycznych niedoborów paliwa na europejskich lotniskach tego lata pozostaje bardzo wysokie . Najbliższe tygodnie pokażą, czy letnie wakacje staną się dla wielu nieoczekiwanym luksusem.
Dla branży, która jeszcze niedawno cieszyła się perspektywą rekordowego zysku, to prawdziwy szok. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) już musiało zweryfikować swoje optymistyczne prognozy – globalna przepustowość, zamiast rosnąć o ponad 5%, wzrosła w marcu zaledwie o 3,3% rok do roku, a kolejne cięcia są nieuniknione . Oto jak poszczególne grupy reagują na ten bezprecedensowy kryzys, który może wpłynąć również na wakacyjne plany Polaków.
Pierwszą i najbardziej widoczną dla pasażerów reakcją są powszechne podwyżki cen biletów i dopłaty paliwowe. Swoje cenniki skorygowały już m.in. australijski Qantas, skandynawski SAS, Air New Zealand, Cathay Pacific, AirAsia i Thai Airways, bezpośrednio wskazując na drastyczny wzrost kosztów paliwa .
Drugim istotnym działaniem jest zmiana tras i odwoływanie połączeń. Przewoźnicy omijają strefy konfliktu, co wydłuża loty, generuje dodatkowe koszty, a w skrajnych przypadkach prowadzi do całkowitego zawieszenia nierentownych tras .
Sytuacja nie jest jednakowa dla wszystkich. Częściową ochronę zapewnia hedging paliwowy. Linie, które wcześniej zabezpieczyły ceny paliwa w kontraktach terminowych, są teraz w lepszej sytuacji. Te, które są zdane na ceny spot, ponoszą pełen ciężar kryzysu, a wiele rejsów zarezerwowanych przed wybuchem wojny przynosi straty przy każdym starcie .
Wszystko to prowadzi do cięć przepustowości, co oznacza, że w szczycie letniego sezonu dostępnych będzie mniej miejsc w samolotach, szczególnie na dalekich trasach międzynarodowych .
W odpowiedzi na kryzys Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) przeprowadziła największą w historii operację uwolnienia rezerw strategicznych. W marcu państwa członkowskie, w tym Polska jako sojusznik, zgodziły się oddać na rynek ponad 400 milionów baryłek ropy i paliw .
Stany Zjednoczone, jako największy gracz, ogłosiły uwolnienie 172 milionów baryłek ze Strategicznych Rezerw Ropy Naftowej (SPR), a następnie uruchomiły co najmniej trzy dodatkowe transze pożyczek dla rafinerii, liczone w dziesiątkach milionów baryłek . Ministrowie finansów G7 odbyli nadzwyczajne rozmowy z IEA, aby skoordynować te działania na niespotykaną dotąd skalę .
Mimo to IEA ostrzega, że to rozwiązanie ma charakter pomostowy. Europa zdołała zastąpić jedynie około 50% dostaw paliwa lotniczego utraconych z Bliskiego Wschodu, a zapasy na Starym Kontynencie topnieją w zastraszającym tempie . Szef IEA przyznał wprost, że Europie może zostać zaledwie sześć tygodni zapasów paliwa lotniczego . Z kolei Rada Międzynarodowych Portów Lotniczych Europy (ACI Europe) zaalarmowała Komisję Europejską, że fizyczne niedobory mogą rozpocząć się już na początku maja .
Głosy płynące ze świata finansów są alarmujące. Agencja ratingowa S&P Global Ratings ostrzegła, że ratingi kredytowe linii lotniczych mogą zostać obniżone, jeśli ceny paliwa utrzymają się na wysokim poziomie przez dłuższy czas . Podobne sygnały wysłała agencja Fitch Ratings .
Na rynku pojawiają się też czarne scenariusze. Analitycy prognozują, że dwie lub trzy europejskie linie lotnicze mogą zbankrutować, jeśli kryzys potrwa do lata . Jeszcze bardziej ponura jest prognoza Natashy Kanevy, analityczki JPMorgan. Ostrzega ona, że zapasy ropy w krajach OECD mogą osiągnąć "poziom stresu operacyjnego" już na początku czerwca, a we wrześniu spaść do "minimum operacyjnego", czyli poziomu niezbędnego do podstawowego funkcjonowania rurociągów, zbiorników i terminali. To byłby punkt krytyczny dla całego globalnego systemu .
Kryzys zagraża szczytowi sezonu urlopowego. Przedwojenne prognozy zysków IATA są już nieaktualne, a zamiast powiększania siatki połączeń, linie tną koszty i przepustowość . Dla pasażerów oznacza to przede wszystkim:
Ostateczny rozwój sytuacji zależy od tego, czy i kiedy Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta dla swobodnego transportu. Bez tego, strategiczne rezerwy są tylko tymczasową podporą, a ryzyko fizycznych niedoborów paliwa na europejskich lotniskach tego lata pozostaje bardzo wysokie . Najbliższe tygodnie pokażą, czy letnie wakacje staną się dla wielu nieoczekiwanym luksusem.