Według dostępnych szacunków zniszczonych lub poważnie uszkodzonych zostało siedem kluczowych obiektów o łącznej powierzchni około 552 tys. m². Oznacza to utratę mniej więcej 8–10 proc. całej powierzchni magazynowej Wildberries . Ataki spowodowały również ofiary wśród pracowników. W pierwszych uderzeniach zginęło co najmniej osiem osób, a 86 zostało rannych; najtragiczniejszy był atak na magazyn w Kotowsku, gdzie zginęło siedmiu pracowników, a 49 odniosło obrażenia . Późniejsze doniesienia wskazywały na kolejne ofiary.
Skala zniszczeń wykracza daleko poza samą infrastrukturę firmy.
To właśnie sprzedawcy ponoszą znaczną część ryzyka. Pożary zniszczyły zapasy małych i średnich firm, a część przedsiębiorców nie może liczyć na pełne odszkodowanie. W ten sposób wojna, która dotąd dla wielu Rosjan pozostawała odległym konfliktem, uderzyła bezpośrednio w ich biznesy i codzienną gospodarkę .
Kijów przedstawiał dwa uzasadnienia ataków. Pierwszym była odpowiedź na rosyjskie uderzenia w ukraińską infrastrukturę cywilną. Drugim — zarzut, że Wildberries stał się kanałem dostaw sprzętu wykorzystywanego przez rosyjskie wojsko .
Przed atakami wyszukiwarka platformy pokazywała kategorię „Wszystko dla SVO” — skrót używany przez rosyjskie władze na określenie wojny przeciwko Ukrainie. Znajdowało się w niej ponad 200 tys. produktów, w tym kamizelki kuloodporne, hełmy taktyczne reklamowane jako „sprawdzone w boju”, radiostacje, apteczki oraz światłowodowe komponenty do dronów .
Po serii uderzeń Wildberries usunął ten tag z wyników wyszukiwania. Same produkty nie zniknęły jednak z platformy — część z nich przeniesiono do zwykłych kategorii, takich jak „Sport” w przypadku kamizelek i hełmów oraz „Elektronika” w przypadku części do dronów .
Analitycy „Foreign Policy” i „The Bulwark” argumentują, że marketplace wyrósł na rozległy, nieformalny kanał zaopatrzenia rosyjskich oddziałów. Oficjalny system logistyczny boryka się — według tych analiz — z niedoborami, opóźnieniami, niekompetencją i korupcją. Żołnierze, jednostki oraz grupy wolontariackie korzystają więc z prywatnych zakupów i dostaw, często finansowanych przez zbiórki .
Kreml zaprzeczał, że Wildberries obsługuje dostawy wojskowe. Niezależne media potwierdzały jednak, że sprzęt taktyczny pozostawał dostępny na platformie po usunięciu wojennego oznaczenia, a produkty można było znaleźć za pomocą innych haseł .
Uderzenie w sieć magazynową uruchomiło rozmowy o ratowaniu firmy i przedsiębiorców korzystających z jej platformy.
Właścicielka Wildberries, Tatyana Kim — najbogatsza kobieta w Rosji, której majątek Forbes szacuje na 8,1 mld dolarów — zwróciła się do władz o wsparcie finansowe, opisując sytuację jako „trudną” . Rosyjski rząd analizuje możliwe formy pomocy, a kluczową rolę w pakiecie ratunkowym ma odegrać kontrolowany przez państwo bank VTB. Sprzedawcy domagają się również ulg podatkowych .
Firma ma też szukać dodatkowej powierzchni magazynowej w Kazachstanie — według rosyjskich mediów chodziło o około 100 tys. m². Kazachskie Ministerstwo Handlu poinformowało jednak, że do 29 lipca nie otrzymało od Wildberries żadnego oficjalnego wniosku w tej sprawie . Niezależnie od tych doniesień w Ałmaty i Astanie już powstają obiekty firmy. Magazyn w Astanie o powierzchni 160 tys. m² ma zostać ukończony w pierwszym kwartale 2027 roku .
Ataki na Wildberries pokazują zmianę w sposobie prowadzenia ukraińskiej kampanii dalekiego zasięgu. Wcześniej jej głównymi celami były rafinerie, składy paliw i sieci energetyczne. Tym razem uderzono w cywilny ekosystem handlowy — infrastrukturę, która według Kijowa może jednocześnie wspierać rosyjski wysiłek wojenny .
W tej logice Wildberries nie jest wyłącznie platformą zakupową. To także nieformalny węzeł logistyczny, przez który żołnierze, jednostki i organizacje pomocowe mogą zamawiać wyposażenie. Zniszczenie wielu magazynów naraz ma zakłócać taki łańcuch dostaw szerzej niż atak na pojedynczą fabrykę .
Operacja ma również wymiar psychologiczny i ekonomiczny. Uderza w setki, a być może tysiące sprzedawców, których towary były przechowywane w centrach logistycznych. Koszt wojny staje się przez to odczuwalny nie tylko na froncie, lecz także w rosyjskich firmach, gospodarstwach domowych i lokalnych rynkach . Sam Kreml przyznał, że w wyniku ataków „przedsiębiorstwa cierpią” .